Rozdział 4
Obudziłam
się o świcie i postanowiłam nie zostawić po sobie żadnego śladu, że byłam wtedy
z nim. Chciałam, żeby wstał i był sam.. Beze mnie.. Pragnęłam, żeby myślał, że to
był tylko długi, bezsensowny sen. Wyszłam cicho z domku i kierowałam się w
stronę miasta. Przechodziłam obok tego magicznego miejsca Łukasza i wszystkie
wspomnienia z poprzedniego dnia wróciły.. Wtedy czułam się bardzo dziwnie,
jakbym uciekała od miłości. Zadawałam sobie jedno, trudne pytanie… Czy ja oby
powiedziałam mu wczoraj prawdę… Miałam takie wrażenie, jakbym skłamała, że go
kocham, bo chciałam od niego uciec jak najdalej.. Nie wiem skąd we mnie taka
nagła zmiana, ale coś mnie od niego odpychało.. Szłam odliczając czas i licząc
swoje duże, gwałtowne kroki. Po jakimś czasie ujrzałam z daleka miasto i
zaczęłam biec z nadzieją, że zacznę żyć inaczej, bez nikogo.. Słońce prażyło coraz intensywniej, a kosmyki moich włosów lepiły się do mokrego od potu czoła. Z każdą chwilą szłam coraz wolniej. Nogi tak jak ostatnim razem odmawiały posłuszeństwa, a ja cała nie miałam na nic siły. Ledwo doczłapałam się do domu i kiedy już łapałam za klamkę, ktoś złapał mnie od tyłu za ramię. Bałam się odwrócić, ponieważ miałam jakieś dziwne wrażenie, że to Łukasz.. Stałam sparaliżowana ze strachu, chociaż nic by mi się nie stało w ciągu dnia, ale różnie bywa.. Zacisnęłam mocno zęby i powoli odwróciłam się..
- Przepraszam, gdzie tu jest szkoła?- zapytała postać.
Patrzyłam na nią z ulgą i zaczęłam się śmiać.
- Przepraszam, że się śmieję, ale spodziewałam się kogoś innego i trochę się wystraszyłam.- zaśmiałam się.
- Nic nie szkodzi.. To powie mi pani jak dojść do szkoły?- ponownie zapytał chłopak w okularach o bardzo "pedalskim" głosie. Wytłumaczyłam mu drogę, jaką dojdzie do szkoły, a najbardziej w tym denerwowało mnie to, że stałam kilkadziesiąt minut pod drzwiami domu, ponieważ chłopak słowo w słowo zapisywał sobie w notatniku. Kiedy tylko skończył pisać, podziękował mi i odszedł, a ja wbiegłam do domu jak burza, ponieważ nie chciałam, żeby znów ktoś mnie zatrzymał i pytał o drogę... Cała mokra od potu wybrałam się pod prysznic, którego mi brakowało. Wyjęłam z szafy świeże ubrania i z nadzieją na relaksacyjną chwilę, udałam się do łazienki. Po jakimś czasie wyszłam z pomieszczenia i od razu było mi lżej i chłodniej. Kierowałam się do kuchni, gdzie zjadłam śniadanie, a następnie ruszyłam w stronę swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, biorąc książkę z biurka, którą zawsze chciałam przeczytać do końca. Lektura wciągnęła mnie i w ciągu czterech godzin przeczytałam wszystkie pięćset czterdzieści cztery strony. Czytanie zmęczyło mój umysł, a oczy kleiły się, co spowodowało, że zasnęłam. Po kilku godzinach obudził mnie telefon. To była mama, która oznajmiła, że wpadnie tylko na chwilę do domu, aby spakować rzeczy.. Oznajmiła, że musi wyjechać w delegację, a ta jej cała delegacja miała trwać prawie trzy tygodnie.. Zdziwiłam się i to bardzo, bo nigdy wcześniej nie słyszałam o tym, żeby wyjazd służbowy tyle trwał.. Zazwyczaj wracała po dwóch dniach, ale nigdy dłużej.. Cały czas zastanawiałam się co będę robiła przez ten czas jej nieobecności w domu i od razu wiedziałam, że nie będzie łatwo z tym..
Wieczorem, kiedy już byłam sama w domu, przechodziłam długim korytarzem i spojrzałam na duże zdjęcie moich rodziców.. W tym momencie z moich oczu poleciały łzy smutku.. Wiedziałam, że nigdy już nie zobaczę taty, a mama nie będzie nigdy taka szczęśliwa z kimś innym, jak z nim. W ogóle zawsze zarzekała się, że nikogo sobie nie znajdzie, bo większość z jej chłopaków znikało bez śladu, kiedy była jeszcze młoda. Różnica była taka, że oni wciąż żyli, tylko odchodzili bez słowa od niej, ponieważ z tego co mówi babcia, była bardzo natrętna, a mój tata? Mój tata zginął w wypadku, kiedy miałam dwanaście lat. Bardzo to przeżyłam, ale chociaż jeszcze miałam tą mamę, którą zawsze obwiniałam o jego śmierć... Kilka razy wykrzyczałam jej to i za każdym razem dostałam dość mocno w twarz, po czym z płaczem biegłam do pokoju i zamykałam się w środku na kluczyk, nie wpuszczając do niego nikogo. Późnym wieczorem wyszłam na swój prywatny taras i zadzwoniłam do przyjaciółki, która miała wpaść do mnie na kilka nocy, włącznie z dzisiejszą. Kiedy już przyszła do mnie i kiedy tak rozmawiałyśmy na tarasie, przy gorącej herbacie, przykryte ciepłymi, miękkimi kocami, zadzwonił dzwonek do drzwi..
- Poczekaj chwilę, zobaczę kto to.- powiedziałam do Weroniki i powoli wstałam, kierując się w stronę dźwięku. Powoli otworzyłam drzwi i zapaliłam światło na zewnątrz. Na schodach stała młoda dziewczyna, prawdopodobnie młodsza ode mnie. Patrzyła chwilę na mnie, a jej wzrok był bardzo przeszywający, co wzbudziło we mnie podejrzenia i nagłe uczucie strachu.
- W czym mogę pomóc?- zapytałam lekko wystraszona.
- Ty jesteś Ada, tak?- również zaczęła pytaniem.
Jej włosy były długie, lekko falowane, ciemne, a twarz była strasznie blada. Postać była chuda, stała prosto i dalej patrzyła na mnie, czekając aż odpowiem.
- Tak, to ja jestem Ada, ale o co chodzi?- próbowałam się czegoś dowiedzieć.
- Słuchaj, bo.. Bo ja mam ci coś ważnego do powiedzenia.- rzuciła spokojnie, nieco się jąkając.
- Dziwi mnie to, że masz mi coś ważnego do powiedzenia, bo pierwszy raz cię widzę na oczy, ale mów skoro musisz..- mówiłam spoglądając w jej duże, niebieskie oczy.
- Wiesz, ale mam problem..- oznajmiła.
Patrzyłam na nią jak na jakąś głupią, bo miałam takie wrażenie, jakby przyszła do mnie, nieznajomej jej osoby i chciała, żebym pomogła jej w jakimś problemie, ale reszta jej słów spowodowała, że nie wierzyłam w to, co słyszę..
- Jaki problem? Przychodzisz do mnie ze swoimi problemami?- zapytałam zdenerwowana.
- Nie, nie denerwuj się.. Proszę..- wydusiła ze łzami w oczach.
- Czemu płaczesz?- zdziwiłam się.
- Bo się denerwujesz i krzyczysz..- wyjąkała.
- Przecież ja nie krzyczę..- przymrużyłam oczy.- No mów rzesz o co chodzi..
Dziewczyna dalej stała cicho, a z jej oczu wypłynęła fala łez..
- No weź nie płacz..- powiedziałam.- Ja chcę, żebyś mi powiedziała o co ci chodzi..
Nieznajoma spuściła głowę do dołu i cicho zaczęła.
- Jestem Patrycja..
- No dobra, wiem chociaż jak masz na imię. Mów dalej dziewczyno, bo mi się zimno zrobiło..- oznajmiłam i patrzyłam na nią.
- Powiem ci coś, co bardzo odmieni twoje życie..- przeciągała.
- Kurwa mać, czy ty się bawisz w jakieś szyfry? Nie możesz mi od razu powiedzieć o co ci chodzi, tylko do cholery przeciągasz to, jak czytanie nudnej lektury!!- zdenerwowałam się i o dziwo przeklinać zaczęłam..
- Przepraszam, że musisz się przeze mnie denerwować, wybacz mi to, ale nie wiem jak mam ci to powiedzieć, ponieważ ta wiadomość naprawdę może zmienić twoje życie i poglądy na świat..- zaczęła.
- No więc mów swoimi słowami i proszę cię, nie przeciągaj tego..- uspokoiłam się.
- Słuchaj, bo.. Może od początku zacznę.. Jestem Patrycja, mam piętnaście lat i przychodzę do ciebie, żeby ci powiedzieć, że..- urwała..
- Że co? Weź mów dalej..- syknęłam.
- Że mamy tego samego tatę.. Jesteś moją przyrodnią siostrą..- w końcu wydusiła, a moja mina wyglądała tak, jakbym zobaczyła ducha..
- Co??!!- krzyknęłam, co przeraziło Weronikę, która przybiegła szybko ze wsparciem.
- Co się dzieje?- przerażona wyskoczyła zza drzwi.
- Weronika, trzymaj mnie, bo ja zaraz nie wyrobię..- wyjąkałam.. W środku poczułam coś dziwnego.. Jakby coś się we mnie zagotowało. Stałam jak wryta, a przyjaciółka podtrzymywała mnie, abym nie upadła. Nogi mi się same uginały, aż w pewnym momencie zrobiło mi się strasznie słabo.
- Kim ty w ogóle jesteś?- Weronika krzyknęła do tej dziewczyny.- Co ty jej powiedziałaś, że tak zareagowała?- zdenerwowała się.
- W..W..Wera... Za.. Za.. Zaproś ją d..d..do środd..Środka..- wyjąkałam ze łzami w oczach.
Moja przyjaciółka wzięła mnie pod rękę, wprowadziła do domu i zawołała za sobą tą Patrycję. Kierowałyśmy się do salonu, gdzie usiadłyśmy na wygodnych fotelach, w okół stołu. Uspokoiłam się po długim czasie i zaczęłam tą rozmowę od nowa.
- Zacznijmy od początku.- mówiłam.- Powiedz mi jak mnie znalazłaś i czy to na pewno mnie szukasz...
- Jestem przekonana na sto procent, że to jesteś ty, bo tata kiedyś miał twoje zdjęcie w portfelu i to było to samo zdjęcie, jakie teraz masz na komodzie w salonie.. To tamto na przeciwko nas..- tłumaczyła patrząc na tą fotografię.
- Nie miej mi tego za złe, ale mogłaś mnie nie szukać i nie mówić mi tego.. Dobrze wiesz, że to jest szok i to już odmieniło moje życie.. Co będzie dalej?- zapytałam zestresowana.
- Nie wiem co będzie dalej, ale mam nadzieję, że jakoś się dogadamy.. W końcu jesteśmy siostrami..- wyznała.
Nie wierzyłam w to co słyszę. Zawsze Weronika była moją siostrą.. Przyszywaną no i jako przyjaciółka, ale nigdy nawet nie myślałam jak to jest mieć siostrę.. W dodatku była ode mnie dwa lata młodsza, co nie powinno mi przeszkadzać, ale nie wiedziałam jak to jest mieć rodzoną , albo właśnie tak jak w tym przypadku przyrodnią.. Zaczęłam coś mówić o śmierci taty i wtedy zabrało mi dech w piersi.
- Ada, bo ja muszę ci coś ważnego powiedzieć.- dziewczyna przerwała mi.
- No skoro musisz, to już mów..- oznajmiłam.
- Bo śmierć taty nie była przypadkowa.. Twoja mama wrzuciła mu środki nasenne do butelki z piciem, a kiedy w trasie zachciało mu się pić, wypił prawie całą jej zawartość, co spowodowało, że zasnął i właśnie wtedy wjechał pod tira..- wydusiła.
Bardzo się zdenerwowałam tym, że oskarża o to moją matkę.. Równie dobrze mogła to być jej matka, kiedy się dowiedziała, że mój ojciec ma żonę i dziecko, czyli mnie...
- A może to twoja matka, co?- krzyknęłam.
- Nie krzycz.. To nie możliwe..- wyszeptała.
- Czemu niby? Może bolał ją fakt, że ma żonę i dziecko i chce do nich wrócić i nie wytrzymała no i się zemściła na nim, hmm?!- krzyczałam.
- Moja mama... Moja mama nie żyje..- rozpłakała się.
- Jak to nie żyje?- opanowałam się i patrzyłam na nią.
- Bo zginęła razem z tatą..- płakała coraz bardziej.
- Ale.. Boże, mama coś mówiła, że jakaś kobieta jechała wtedy z tatą, ale zawsze opowiadali, że to jakaś jego kuzynka i teraz nie wiem co mam o tym myśleć..- położyłam się na kanapie i łapiąc się za głowę, zrobiłam kilka głębokich wdechów.
- Przepraszam, że tu w ogóle przyszłam.. Przeze mnie możesz teraz stracić zdrowie i popaść w depresję, ale pomyśl jak ja żyję bez mamy ani taty.. Mieszkam z babcią, która choruje i jest bardzo słaba.. Nie mam do kogo pójść.. Nie mam koleżanek, bo wstydzę się swojego życia i w ogóle jestem tutaj nie potrzebna.. Idę już i przepraszam jeszcze raz.. Do widzenia.. Mam nadzieję, że nie będziesz mnie musiała już więcej oglądać..- powiedziała płacząc, a ja starałam się ją zatrzymać.
- Stój!- krzyknęłam za nią.- Dobrze, że tu przyszłaś i mi to powiedziałaś, bo dalej żyłabym w kłamstwie.. Przykro mi, że musisz mieszkać z babcią i współczuję ci również z całego serca, bo nie wyobrażam sobie życia bez mamy... Nie możesz jednak uciekać od innych ludzi.. Jesteś bardzo ładna i szybko znajdziesz sobie przyjaciółki i wiem na pewno, że chłopaka też sobie znajdziesz i to już nie długo i może wtedy będziesz szczęśliwa.. Słuchaj, bo nie znamy się jakoś lepiej, ale postaram się lepiej z tobą zapoznać, bo chcę tego już sama.. Własnie zrozumiałam, że przez tyle lat byłam okłamywana przez własną matkę i ojca, który zginął "nie bez powodu"... Pamiętaj, że od dzisiaj możesz na mnie liczyć i wiesz, gdzie masz mnie szukać.. Jeśli chcesz iść, to nie będę cię na siłę tutaj zatrzymywała..- powiedziałam spokojnie, a łzy same pchały mi się do oczu. Kiedy dziewczyna zniknęła za drzwiami mojego domu, wybuchnęłam płaczem. Weronika starała się mnie pocieszać najlepiej jak tylko mogła, ale nic na mnie nie działało. Położyłam się z nadzieją, że szybko zasnę, ale niestety wydarzenia z tego dnia kompletnie odebrały mi sen. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon, a kiedy zobaczyłam, że to Łukasz dzwoni, rzuciłam komórką o ścianę, Tydzień bez telefonu a uderzenie spowodowało jej rozwalenie się. Nie szkoda mi jej było, ponieważ za tydzień kończyła mi się umowa i mogłam go wymienić na lepszy. Tydzień bez telefonu dobrze by mi zrobił.. Następnego dnia po przebudzeniu się zobaczyłam, że nie ma przy mnie Weroniki. Zeszłam na dół do kuchni i na szczęście ją tam zobaczyłam. Minęło kilka tygodni, a ja powoli wróciłam do dawnego życia. Doszłam do wniosku, że życie ciągnie się dalej, a co ma się stać to stanie i poza tym trzeba zamknąć ten rozdział książki, żeby zacząć czytać kolejny.
Pewnego dnia wyszłam na miasto, aby spotkać się z przyjaciółką. Szłam i szłam w jej stronę dość długo, bo nie chciało mi się zbytnio przyspieszać. Chciałam kupić coś w kiosku, a kiedy nachyliłam się nad sprzedawczynią, ktoś złapał mnie od tyłu za ramię. Przypomniał mi się tamten dzień, kiedy ktoś niemalże tak samo dotknął mojego ramienia i następnie prosił o wskazanie drogi. Myślałam, że to znów jakiś turysta czy coś i nawet nie odwracając się powiedziałam;
- Sorry, nie udzielam drogi donikąd.
Cudza ręka dalej dotykała części mojego ciała, a kiedy kupiłam to co chciałam, odeszłam kawałek nawet nie patrząc na tą osobę.
- Myślałaś, że możesz przede mną uciec?- mówił zdenerwowany głos za mną. Nie wiedziałam kto to może być, a kiedy się odwróciłam...
- Łukasz?!- zdziwiłam się.
- Nie kurwa.. Landrynka z paczki... Wytłumaczysz mi się? Chociaż nie.. Mam lepszy pomysł.. Powiedz mi po prostu, że nie chcesz mnie znać i odejdę. Nie będę cię trzymał na siłę przy sobie...- mówił zdenerwowany.
- Ale to nie o to chodzi..- zaczęłam.
- Więc o co?- lekko podniósł głos.
- Chodź do mnie na chatę, to ci wszystko wytłumaczę..- powiedziałam, a chłopak zgodził się. Dochodziliśmy do mojego domu, a kiedy wpuściła go do środka, skierowałam go również do mojego pokoju, gdzie zaczęliśmy całą rozmowę.
- To nie jest tak, że ja ciebie nie chcę.. Chodzi o to, że teraz już minęło trochę czasu i znamy się dłużej niż te cholerne trzy, cztery dni.. - mówiłam.
- Dobra... Skończmy może ten temat, ale powiedz mi czy chcesz ze mną być..- spojrzał mi w oczy.
- Nie wiem.. Może.. Chociaż sama nie wiem, bo mój ostatni chłopak okazał się palantem i wystawił mnie do wiatru, po czym zdradził mnie z moją byłą przyjaciółką.. Wiesz jak ja się wtedy poczułam?- rzuciłam prawdą.
- Ale ja nie jestem taki jak on był.. Nigdy bym cię nie zdradził i nie wystawiłbym cię do wiatru..- zapewniał.
- Też nie mam takiej pewności.. On również tak mówił i co się okazało?- powiedziałam.
- Przepraszam, że pojawiłam się w twoim życiu..
- Weź przestań, o co ci teraz chodzi? Dobrze, że się w nim pojawiłeś, ale właśnie niedawno się dowiedziałam, że mam przyrodnią siostrę, a jej mama zginęła razem z moim tata w wypadku i przez to teraz też jestem trochę innym człowiekiem, bo taka błahostka zmieniła moje poglądy..- nie wytrzymałam i z moich oczu poleciały łzy wielkości grochu.
- Nie wiedziałem tego.. Przepraszam..- chłopak podszedł do mnie, mocno przytulił moją osobę i pocałował mnie w czoło. Nie wiedziałam jak mam się uspokoić, bo trauma wróciła, ale starałam się zacząć żyć od nowa.
Ten dzień cudownie spędziłam z chłopakiem i miałam nadzieję, że takie dni będą często do nas wracać i co najważniejsze, przekonałam się, że na prawdę go kocham...
- Kim ty w ogóle jesteś?- Weronika krzyknęła do tej dziewczyny.- Co ty jej powiedziałaś, że tak zareagowała?- zdenerwowała się.
- W..W..Wera... Za.. Za.. Zaproś ją d..d..do środd..Środka..- wyjąkałam ze łzami w oczach.
Moja przyjaciółka wzięła mnie pod rękę, wprowadziła do domu i zawołała za sobą tą Patrycję. Kierowałyśmy się do salonu, gdzie usiadłyśmy na wygodnych fotelach, w okół stołu. Uspokoiłam się po długim czasie i zaczęłam tą rozmowę od nowa.
- Zacznijmy od początku.- mówiłam.- Powiedz mi jak mnie znalazłaś i czy to na pewno mnie szukasz...
- Jestem przekonana na sto procent, że to jesteś ty, bo tata kiedyś miał twoje zdjęcie w portfelu i to było to samo zdjęcie, jakie teraz masz na komodzie w salonie.. To tamto na przeciwko nas..- tłumaczyła patrząc na tą fotografię.
- Nie miej mi tego za złe, ale mogłaś mnie nie szukać i nie mówić mi tego.. Dobrze wiesz, że to jest szok i to już odmieniło moje życie.. Co będzie dalej?- zapytałam zestresowana.
- Nie wiem co będzie dalej, ale mam nadzieję, że jakoś się dogadamy.. W końcu jesteśmy siostrami..- wyznała.
Nie wierzyłam w to co słyszę. Zawsze Weronika była moją siostrą.. Przyszywaną no i jako przyjaciółka, ale nigdy nawet nie myślałam jak to jest mieć siostrę.. W dodatku była ode mnie dwa lata młodsza, co nie powinno mi przeszkadzać, ale nie wiedziałam jak to jest mieć rodzoną , albo właśnie tak jak w tym przypadku przyrodnią.. Zaczęłam coś mówić o śmierci taty i wtedy zabrało mi dech w piersi.
- Ada, bo ja muszę ci coś ważnego powiedzieć.- dziewczyna przerwała mi.
- No skoro musisz, to już mów..- oznajmiłam.
- Bo śmierć taty nie była przypadkowa.. Twoja mama wrzuciła mu środki nasenne do butelki z piciem, a kiedy w trasie zachciało mu się pić, wypił prawie całą jej zawartość, co spowodowało, że zasnął i właśnie wtedy wjechał pod tira..- wydusiła.
Bardzo się zdenerwowałam tym, że oskarża o to moją matkę.. Równie dobrze mogła to być jej matka, kiedy się dowiedziała, że mój ojciec ma żonę i dziecko, czyli mnie...
- A może to twoja matka, co?- krzyknęłam.
- Nie krzycz.. To nie możliwe..- wyszeptała.
- Czemu niby? Może bolał ją fakt, że ma żonę i dziecko i chce do nich wrócić i nie wytrzymała no i się zemściła na nim, hmm?!- krzyczałam.
- Moja mama... Moja mama nie żyje..- rozpłakała się.
- Jak to nie żyje?- opanowałam się i patrzyłam na nią.
- Bo zginęła razem z tatą..- płakała coraz bardziej.
- Ale.. Boże, mama coś mówiła, że jakaś kobieta jechała wtedy z tatą, ale zawsze opowiadali, że to jakaś jego kuzynka i teraz nie wiem co mam o tym myśleć..- położyłam się na kanapie i łapiąc się za głowę, zrobiłam kilka głębokich wdechów.
- Przepraszam, że tu w ogóle przyszłam.. Przeze mnie możesz teraz stracić zdrowie i popaść w depresję, ale pomyśl jak ja żyję bez mamy ani taty.. Mieszkam z babcią, która choruje i jest bardzo słaba.. Nie mam do kogo pójść.. Nie mam koleżanek, bo wstydzę się swojego życia i w ogóle jestem tutaj nie potrzebna.. Idę już i przepraszam jeszcze raz.. Do widzenia.. Mam nadzieję, że nie będziesz mnie musiała już więcej oglądać..- powiedziała płacząc, a ja starałam się ją zatrzymać.
- Stój!- krzyknęłam za nią.- Dobrze, że tu przyszłaś i mi to powiedziałaś, bo dalej żyłabym w kłamstwie.. Przykro mi, że musisz mieszkać z babcią i współczuję ci również z całego serca, bo nie wyobrażam sobie życia bez mamy... Nie możesz jednak uciekać od innych ludzi.. Jesteś bardzo ładna i szybko znajdziesz sobie przyjaciółki i wiem na pewno, że chłopaka też sobie znajdziesz i to już nie długo i może wtedy będziesz szczęśliwa.. Słuchaj, bo nie znamy się jakoś lepiej, ale postaram się lepiej z tobą zapoznać, bo chcę tego już sama.. Własnie zrozumiałam, że przez tyle lat byłam okłamywana przez własną matkę i ojca, który zginął "nie bez powodu"... Pamiętaj, że od dzisiaj możesz na mnie liczyć i wiesz, gdzie masz mnie szukać.. Jeśli chcesz iść, to nie będę cię na siłę tutaj zatrzymywała..- powiedziałam spokojnie, a łzy same pchały mi się do oczu. Kiedy dziewczyna zniknęła za drzwiami mojego domu, wybuchnęłam płaczem. Weronika starała się mnie pocieszać najlepiej jak tylko mogła, ale nic na mnie nie działało. Położyłam się z nadzieją, że szybko zasnę, ale niestety wydarzenia z tego dnia kompletnie odebrały mi sen. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon, a kiedy zobaczyłam, że to Łukasz dzwoni, rzuciłam komórką o ścianę, Tydzień bez telefonu a uderzenie spowodowało jej rozwalenie się. Nie szkoda mi jej było, ponieważ za tydzień kończyła mi się umowa i mogłam go wymienić na lepszy. Tydzień bez telefonu dobrze by mi zrobił.. Następnego dnia po przebudzeniu się zobaczyłam, że nie ma przy mnie Weroniki. Zeszłam na dół do kuchni i na szczęście ją tam zobaczyłam. Minęło kilka tygodni, a ja powoli wróciłam do dawnego życia. Doszłam do wniosku, że życie ciągnie się dalej, a co ma się stać to stanie i poza tym trzeba zamknąć ten rozdział książki, żeby zacząć czytać kolejny.
Pewnego dnia wyszłam na miasto, aby spotkać się z przyjaciółką. Szłam i szłam w jej stronę dość długo, bo nie chciało mi się zbytnio przyspieszać. Chciałam kupić coś w kiosku, a kiedy nachyliłam się nad sprzedawczynią, ktoś złapał mnie od tyłu za ramię. Przypomniał mi się tamten dzień, kiedy ktoś niemalże tak samo dotknął mojego ramienia i następnie prosił o wskazanie drogi. Myślałam, że to znów jakiś turysta czy coś i nawet nie odwracając się powiedziałam;
- Sorry, nie udzielam drogi donikąd.
Cudza ręka dalej dotykała części mojego ciała, a kiedy kupiłam to co chciałam, odeszłam kawałek nawet nie patrząc na tą osobę.
- Myślałaś, że możesz przede mną uciec?- mówił zdenerwowany głos za mną. Nie wiedziałam kto to może być, a kiedy się odwróciłam...
- Łukasz?!- zdziwiłam się.
- Nie kurwa.. Landrynka z paczki... Wytłumaczysz mi się? Chociaż nie.. Mam lepszy pomysł.. Powiedz mi po prostu, że nie chcesz mnie znać i odejdę. Nie będę cię trzymał na siłę przy sobie...- mówił zdenerwowany.
- Ale to nie o to chodzi..- zaczęłam.
- Więc o co?- lekko podniósł głos.
- Chodź do mnie na chatę, to ci wszystko wytłumaczę..- powiedziałam, a chłopak zgodził się. Dochodziliśmy do mojego domu, a kiedy wpuściła go do środka, skierowałam go również do mojego pokoju, gdzie zaczęliśmy całą rozmowę.
- To nie jest tak, że ja ciebie nie chcę.. Chodzi o to, że teraz już minęło trochę czasu i znamy się dłużej niż te cholerne trzy, cztery dni.. - mówiłam.
- Dobra... Skończmy może ten temat, ale powiedz mi czy chcesz ze mną być..- spojrzał mi w oczy.
- Nie wiem.. Może.. Chociaż sama nie wiem, bo mój ostatni chłopak okazał się palantem i wystawił mnie do wiatru, po czym zdradził mnie z moją byłą przyjaciółką.. Wiesz jak ja się wtedy poczułam?- rzuciłam prawdą.
- Ale ja nie jestem taki jak on był.. Nigdy bym cię nie zdradził i nie wystawiłbym cię do wiatru..- zapewniał.
- Też nie mam takiej pewności.. On również tak mówił i co się okazało?- powiedziałam.
- Przepraszam, że pojawiłam się w twoim życiu..
- Weź przestań, o co ci teraz chodzi? Dobrze, że się w nim pojawiłeś, ale właśnie niedawno się dowiedziałam, że mam przyrodnią siostrę, a jej mama zginęła razem z moim tata w wypadku i przez to teraz też jestem trochę innym człowiekiem, bo taka błahostka zmieniła moje poglądy..- nie wytrzymałam i z moich oczu poleciały łzy wielkości grochu.
- Nie wiedziałem tego.. Przepraszam..- chłopak podszedł do mnie, mocno przytulił moją osobę i pocałował mnie w czoło. Nie wiedziałam jak mam się uspokoić, bo trauma wróciła, ale starałam się zacząć żyć od nowa.
Ten dzień cudownie spędziłam z chłopakiem i miałam nadzieję, że takie dni będą często do nas wracać i co najważniejsze, przekonałam się, że na prawdę go kocham...
