sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 5

Rozdział 4


          Obudziłam się o świcie i postanowiłam nie zostawić po sobie żadnego śladu, że byłam wtedy z nim. Chciałam, żeby wstał i był sam.. Beze mnie.. Pragnęłam, żeby myślał, że to był tylko długi, bezsensowny sen. Wyszłam cicho z domku i kierowałam się w stronę miasta. Przechodziłam obok tego magicznego miejsca Łukasza i wszystkie wspomnienia z poprzedniego dnia wróciły.. Wtedy czułam się bardzo dziwnie, jakbym uciekała od miłości. Zadawałam sobie jedno, trudne pytanie… Czy ja oby powiedziałam mu wczoraj prawdę… Miałam takie wrażenie, jakbym skłamała, że go kocham, bo chciałam od niego uciec jak najdalej.. Nie wiem skąd we mnie taka nagła zmiana, ale coś mnie od niego odpychało.. Szłam odliczając czas i licząc swoje duże, gwałtowne kroki. Po jakimś czasie ujrzałam z daleka miasto i zaczęłam biec z nadzieją, że zacznę żyć inaczej, bez nikogo.. Słońce prażyło coraz intensywniej, a kosmyki moich włosów lepiły się do mokrego od potu czoła. Z każdą chwilą szłam coraz wolniej. Nogi tak jak ostatnim razem odmawiały posłuszeństwa, a ja cała nie miałam na nic siły. Ledwo doczłapałam się do domu i kiedy już łapałam za klamkę, ktoś złapał mnie od tyłu za ramię. Bałam się odwrócić, ponieważ miałam jakieś dziwne wrażenie, że to Łukasz.. Stałam sparaliżowana ze strachu, chociaż nic by mi się nie stało w ciągu dnia, ale różnie bywa.. Zacisnęłam mocno zęby i powoli odwróciłam się..
- Przepraszam, gdzie tu jest szkoła?- zapytała postać.
Patrzyłam na nią z ulgą i zaczęłam się śmiać.
- Przepraszam, że się śmieję, ale spodziewałam się kogoś innego i trochę się wystraszyłam.- zaśmiałam się.
- Nic nie szkodzi.. To powie mi pani jak dojść do szkoły?- ponownie zapytał chłopak w okularach o bardzo "pedalskim" głosie. Wytłumaczyłam mu drogę, jaką dojdzie do szkoły, a najbardziej w tym denerwowało mnie to, że stałam kilkadziesiąt minut pod drzwiami domu, ponieważ chłopak słowo w słowo zapisywał sobie w notatniku. Kiedy tylko skończył pisać, podziękował mi i odszedł, a ja wbiegłam do domu jak burza, ponieważ nie chciałam, żeby znów ktoś mnie zatrzymał i pytał o drogę... Cała mokra od potu wybrałam się pod prysznic, którego mi brakowało. Wyjęłam z szafy świeże ubrania i z nadzieją na relaksacyjną chwilę, udałam się do łazienki. Po jakimś czasie wyszłam z pomieszczenia i od razu było mi lżej i chłodniej. Kierowałam się do kuchni, gdzie zjadłam śniadanie, a następnie ruszyłam w stronę swojego pokoju. Usiadłam na łóżku, biorąc książkę z biurka, którą zawsze chciałam przeczytać do końca. Lektura wciągnęła mnie i w ciągu czterech godzin przeczytałam wszystkie pięćset czterdzieści cztery strony. Czytanie zmęczyło mój umysł, a oczy kleiły się, co spowodowało, że zasnęłam. Po kilku godzinach obudził mnie telefon. To była mama, która oznajmiła, że wpadnie tylko na chwilę do domu, aby spakować rzeczy.. Oznajmiła, że musi wyjechać w delegację, a ta jej cała delegacja miała trwać prawie trzy tygodnie.. Zdziwiłam się i to bardzo, bo nigdy wcześniej nie słyszałam o tym, żeby wyjazd służbowy tyle trwał.. Zazwyczaj wracała po dwóch dniach, ale nigdy dłużej.. Cały czas zastanawiałam się co będę robiła przez ten czas jej nieobecności w domu i od razu wiedziałam, że nie będzie łatwo z tym..
         Wieczorem, kiedy już byłam sama w domu, przechodziłam długim korytarzem i spojrzałam na duże zdjęcie moich rodziców.. W tym momencie z moich oczu poleciały łzy smutku.. Wiedziałam, że nigdy już nie zobaczę taty, a mama nie będzie nigdy taka szczęśliwa z kimś innym, jak z nim. W ogóle zawsze zarzekała się, że nikogo sobie nie znajdzie, bo większość z jej chłopaków znikało bez śladu, kiedy była jeszcze młoda. Różnica była taka, że oni wciąż żyli, tylko odchodzili bez słowa od niej, ponieważ z tego co mówi babcia, była bardzo natrętna, a mój tata? Mój tata zginął w wypadku, kiedy miałam dwanaście lat. Bardzo to przeżyłam, ale chociaż jeszcze miałam tą mamę, którą zawsze obwiniałam o jego śmierć... Kilka razy wykrzyczałam jej to i za każdym razem dostałam dość mocno w twarz, po czym z płaczem biegłam do pokoju i zamykałam się w środku na kluczyk, nie wpuszczając do niego nikogo. Późnym wieczorem wyszłam na swój prywatny taras i zadzwoniłam do przyjaciółki, która miała wpaść do mnie na kilka nocy, włącznie z dzisiejszą. Kiedy już przyszła do mnie i kiedy tak rozmawiałyśmy na tarasie, przy gorącej herbacie, przykryte ciepłymi, miękkimi kocami, zadzwonił dzwonek do drzwi..
- Poczekaj chwilę, zobaczę kto to.- powiedziałam do Weroniki i powoli wstałam, kierując się w stronę dźwięku. Powoli otworzyłam drzwi i zapaliłam światło na zewnątrz. Na schodach stała młoda dziewczyna, prawdopodobnie młodsza ode mnie. Patrzyła chwilę na mnie, a jej wzrok był bardzo przeszywający, co wzbudziło we mnie podejrzenia i nagłe uczucie strachu. 
- W czym mogę pomóc?- zapytałam lekko wystraszona.
- Ty jesteś Ada, tak?- również zaczęła pytaniem. 
Jej włosy były długie, lekko falowane, ciemne, a twarz była strasznie blada. Postać była chuda, stała prosto i dalej patrzyła na mnie, czekając aż odpowiem.
- Tak, to ja jestem Ada, ale o co chodzi?- próbowałam się czegoś dowiedzieć.
- Słuchaj, bo.. Bo ja mam ci coś ważnego do powiedzenia.- rzuciła spokojnie, nieco się jąkając.
- Dziwi mnie to, że masz mi coś ważnego do powiedzenia, bo pierwszy raz cię widzę na oczy, ale mów skoro musisz..- mówiłam spoglądając w jej duże, niebieskie oczy.
- Wiesz, ale mam problem..- oznajmiła.
Patrzyłam na nią jak na jakąś głupią, bo miałam takie wrażenie, jakby przyszła do mnie, nieznajomej jej osoby i chciała, żebym pomogła jej w jakimś problemie, ale reszta jej słów spowodowała, że nie wierzyłam w to, co słyszę..
- Jaki problem? Przychodzisz do mnie ze swoimi problemami?- zapytałam zdenerwowana.
- Nie, nie denerwuj się.. Proszę..- wydusiła ze łzami w oczach.
- Czemu płaczesz?- zdziwiłam się.
- Bo się denerwujesz i krzyczysz..- wyjąkała.
- Przecież ja nie krzyczę..- przymrużyłam oczy.- No mów rzesz o co chodzi..
Dziewczyna dalej stała cicho, a z jej oczu wypłynęła fala łez..
- No weź nie płacz..- powiedziałam.- Ja chcę, żebyś mi powiedziała o co ci chodzi..
Nieznajoma spuściła głowę do dołu i cicho zaczęła.
- Jestem Patrycja..
- No dobra, wiem chociaż jak masz na imię. Mów dalej dziewczyno, bo mi się zimno zrobiło..- oznajmiłam i patrzyłam na nią.
- Powiem ci coś, co bardzo odmieni twoje życie..- przeciągała.
- Kurwa mać, czy ty się bawisz w jakieś szyfry? Nie możesz mi od razu powiedzieć o co ci chodzi, tylko do cholery przeciągasz to, jak czytanie nudnej lektury!!- zdenerwowałam się i o dziwo przeklinać zaczęłam..
- Przepraszam, że musisz się przeze mnie denerwować, wybacz mi to, ale nie wiem jak mam ci to powiedzieć, ponieważ ta wiadomość naprawdę może zmienić twoje życie i poglądy na świat..- zaczęła.
- No więc mów swoimi słowami i proszę cię, nie przeciągaj tego..- uspokoiłam się.
- Słuchaj, bo.. Może od początku zacznę.. Jestem Patrycja, mam piętnaście lat i przychodzę do ciebie, żeby ci powiedzieć, że..- urwała..
- Że co? Weź mów dalej..- syknęłam.
- Że mamy tego samego tatę.. Jesteś moją przyrodnią siostrą..- w końcu wydusiła, a moja mina wyglądała tak, jakbym zobaczyła ducha..
- Co??!!- krzyknęłam, co przeraziło Weronikę, która przybiegła szybko ze wsparciem.
- Co się dzieje?- przerażona wyskoczyła zza drzwi.
- Weronika, trzymaj mnie, bo ja zaraz nie wyrobię..- wyjąkałam.. W środku poczułam coś dziwnego.. Jakby coś się we mnie zagotowało. Stałam jak wryta, a przyjaciółka podtrzymywała mnie, abym nie upadła. Nogi mi się same uginały, aż w pewnym momencie zrobiło mi się strasznie słabo.
- Kim ty w ogóle jesteś?- Weronika krzyknęła do tej dziewczyny.- Co ty jej powiedziałaś, że tak zareagowała?- zdenerwowała się.
- W..W..Wera... Za.. Za.. Zaproś ją d..d..do środd..Środka..- wyjąkałam ze łzami w oczach.
Moja przyjaciółka wzięła mnie pod rękę, wprowadziła do domu i zawołała za sobą tą Patrycję. Kierowałyśmy się do salonu, gdzie usiadłyśmy na wygodnych fotelach, w okół stołu. Uspokoiłam się po długim czasie i zaczęłam tą rozmowę od nowa.
- Zacznijmy od początku.- mówiłam.- Powiedz mi jak mnie znalazłaś i czy to na pewno mnie szukasz...
- Jestem przekonana na sto procent, że to jesteś ty, bo tata kiedyś miał twoje zdjęcie w portfelu i to było to samo zdjęcie, jakie teraz masz na komodzie w salonie.. To tamto na przeciwko nas..- tłumaczyła patrząc na tą fotografię.
- Nie miej mi tego za złe, ale mogłaś mnie nie szukać i nie mówić mi tego.. Dobrze wiesz, że to jest szok i to już odmieniło moje życie.. Co będzie dalej?- zapytałam zestresowana.
- Nie wiem co będzie dalej, ale mam nadzieję, że jakoś się dogadamy.. W końcu jesteśmy siostrami..- wyznała.
Nie wierzyłam w to co słyszę. Zawsze Weronika była moją siostrą.. Przyszywaną no i jako przyjaciółka, ale nigdy nawet nie myślałam jak to jest mieć siostrę.. W dodatku była ode mnie dwa lata młodsza, co nie powinno mi przeszkadzać, ale nie wiedziałam jak to jest mieć rodzoną , albo właśnie tak jak w tym przypadku przyrodnią.. Zaczęłam coś mówić o śmierci taty i wtedy zabrało mi dech w piersi.
- Ada, bo ja muszę ci coś ważnego powiedzieć.- dziewczyna przerwała mi.
- No skoro musisz, to już mów..- oznajmiłam.
- Bo śmierć taty nie była przypadkowa.. Twoja mama wrzuciła mu środki nasenne do butelki z piciem, a kiedy w trasie zachciało mu się pić, wypił prawie całą jej zawartość, co spowodowało, że zasnął i właśnie wtedy wjechał pod tira..- wydusiła.
Bardzo się zdenerwowałam tym, że oskarża o to moją matkę.. Równie dobrze mogła to być jej matka, kiedy się dowiedziała, że mój ojciec ma żonę i dziecko, czyli mnie...
- A może to twoja matka, co?- krzyknęłam.
- Nie krzycz.. To nie możliwe..- wyszeptała.
- Czemu niby? Może bolał ją fakt, że ma żonę i dziecko i chce do nich wrócić i nie wytrzymała no i się zemściła na nim, hmm?!- krzyczałam.
- Moja mama... Moja mama nie żyje..- rozpłakała się.
- Jak to nie żyje?- opanowałam się i patrzyłam na nią.
- Bo zginęła razem z tatą..- płakała coraz bardziej.
- Ale.. Boże, mama coś mówiła, że jakaś kobieta jechała wtedy z tatą, ale zawsze opowiadali, że to jakaś jego kuzynka i teraz nie wiem co mam o tym myśleć..- położyłam się na kanapie i łapiąc się za głowę, zrobiłam kilka głębokich wdechów.
- Przepraszam, że tu w ogóle przyszłam.. Przeze mnie możesz teraz stracić zdrowie i popaść w depresję, ale pomyśl jak ja żyję bez mamy ani taty.. Mieszkam z babcią, która choruje i jest bardzo słaba.. Nie mam do kogo pójść.. Nie mam koleżanek, bo wstydzę się swojego życia i w ogóle jestem tutaj nie potrzebna.. Idę już i przepraszam jeszcze raz.. Do widzenia.. Mam nadzieję, że nie będziesz mnie musiała już więcej oglądać..- powiedziała płacząc, a ja starałam się ją zatrzymać.
- Stój!- krzyknęłam za nią.- Dobrze, że tu przyszłaś i mi to powiedziałaś, bo dalej żyłabym w kłamstwie.. Przykro mi, że musisz mieszkać z babcią i współczuję ci również z całego serca, bo nie wyobrażam sobie życia bez mamy... Nie możesz jednak uciekać od innych ludzi.. Jesteś bardzo ładna i szybko znajdziesz sobie przyjaciółki i wiem na pewno, że chłopaka też sobie znajdziesz i to już nie długo i może wtedy będziesz szczęśliwa.. Słuchaj, bo nie znamy się jakoś lepiej, ale postaram się lepiej z tobą zapoznać, bo chcę tego już sama.. Własnie zrozumiałam, że przez tyle lat byłam okłamywana przez własną matkę i ojca, który zginął "nie bez powodu"... Pamiętaj, że od dzisiaj możesz na mnie liczyć i wiesz, gdzie masz mnie szukać.. Jeśli chcesz iść, to nie będę cię na siłę tutaj zatrzymywała..- powiedziałam spokojnie, a łzy same pchały mi się do oczu. Kiedy dziewczyna zniknęła za drzwiami mojego domu, wybuchnęłam płaczem. Weronika starała się mnie pocieszać najlepiej jak tylko mogła, ale nic na mnie nie działało. Położyłam się z nadzieją, że szybko zasnę, ale niestety wydarzenia z tego dnia kompletnie odebrały mi sen. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon, a kiedy zobaczyłam, że to Łukasz dzwoni, rzuciłam komórką o ścianę, Tydzień bez telefonu a uderzenie spowodowało jej rozwalenie się. Nie szkoda mi jej było, ponieważ za tydzień kończyła mi się umowa i mogłam go wymienić na lepszy. Tydzień bez telefonu dobrze by mi zrobił.. Następnego dnia po przebudzeniu się zobaczyłam, że nie ma przy mnie Weroniki. Zeszłam na dół do kuchni i na szczęście ją tam zobaczyłam. Minęło kilka tygodni, a ja powoli wróciłam do dawnego życia. Doszłam do wniosku, że życie ciągnie się dalej, a co ma się stać to stanie i poza tym trzeba zamknąć ten rozdział książki, żeby zacząć czytać kolejny.
               Pewnego dnia wyszłam na miasto, aby spotkać się z przyjaciółką. Szłam i szłam w jej stronę dość długo, bo nie chciało mi się zbytnio przyspieszać. Chciałam kupić coś w kiosku, a kiedy nachyliłam się nad sprzedawczynią, ktoś złapał mnie od tyłu za ramię. Przypomniał mi się tamten dzień, kiedy ktoś niemalże tak samo dotknął mojego ramienia i następnie prosił o wskazanie drogi. Myślałam, że to znów jakiś turysta czy coś i nawet nie odwracając się powiedziałam;
- Sorry, nie udzielam drogi donikąd.
Cudza ręka dalej dotykała części mojego ciała, a kiedy kupiłam to co chciałam, odeszłam kawałek nawet nie patrząc na tą osobę.
- Myślałaś, że możesz przede mną uciec?- mówił zdenerwowany głos za mną. Nie wiedziałam kto to może być, a kiedy się odwróciłam...
- Łukasz?!- zdziwiłam się.
- Nie kurwa.. Landrynka z paczki... Wytłumaczysz mi się? Chociaż nie.. Mam lepszy pomysł.. Powiedz mi po prostu, że nie chcesz mnie znać i odejdę. Nie będę cię trzymał na siłę przy sobie...- mówił zdenerwowany.
- Ale to nie o to chodzi..- zaczęłam.
- Więc o co?- lekko podniósł głos.
- Chodź do mnie na chatę, to ci wszystko wytłumaczę..- powiedziałam, a chłopak zgodził się. Dochodziliśmy do mojego domu, a kiedy wpuściła go do środka, skierowałam go również do mojego pokoju, gdzie zaczęliśmy całą rozmowę.
- To nie jest tak, że ja ciebie nie chcę.. Chodzi o to, że teraz już minęło trochę czasu i znamy się dłużej niż te cholerne trzy, cztery dni.. - mówiłam.
- Dobra... Skończmy może ten temat, ale powiedz mi czy chcesz ze mną być..- spojrzał mi w oczy.
- Nie wiem.. Może.. Chociaż sama nie wiem, bo mój ostatni chłopak okazał się palantem i wystawił mnie do wiatru, po czym zdradził mnie z moją byłą przyjaciółką.. Wiesz jak ja się wtedy poczułam?- rzuciłam prawdą.
- Ale ja nie jestem taki jak on był.. Nigdy bym cię nie zdradził i nie wystawiłbym cię do wiatru..- zapewniał.
- Też nie mam takiej pewności.. On również tak mówił i co się okazało?- powiedziałam.
- Przepraszam, że pojawiłam się w twoim życiu..
- Weź przestań, o co ci teraz chodzi? Dobrze, że się w nim pojawiłeś, ale właśnie niedawno się dowiedziałam, że mam przyrodnią siostrę, a jej mama zginęła razem z moim tata w wypadku i przez to teraz też jestem trochę innym człowiekiem, bo taka błahostka zmieniła moje poglądy..- nie wytrzymałam i z moich oczu poleciały łzy wielkości grochu.
- Nie wiedziałem tego.. Przepraszam..- chłopak podszedł do mnie, mocno przytulił moją osobę i pocałował mnie w czoło. Nie wiedziałam jak mam się uspokoić, bo trauma wróciła, ale starałam się zacząć żyć od nowa.
        Ten dzień cudownie spędziłam z chłopakiem i miałam nadzieję, że takie dni będą często do nas wracać i co najważniejsze, przekonałam się, że na prawdę go kocham...

























































sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 4

Rozdział 4 

           Robiło się coraz ciemniej, a moje nogi nie były w stanie mnie dalej nieść. Co to jest te dwa kilometry, ale do tego trzeba dodać wczorajsze zakupy z Weroniką i jeszcze większą część miasta, którą musiałam przejść razem z chłopakiem, aby wyjść poza nie. Zbliżaliśmy się do jego domku, który znajdował się w cudownym miejscu, pomiędzy drzewami, a cała działka była ogrodzona sporym, drewnianym płotem. Furtka, przez którą przechodziliśmy była sporawa, a od razu po jej przekroczeniu Łukasz zapalił lampy na działce. Zrobiło się ciemno i chłodno. Chłopak przyniósł z domku ciepły, puszysty koc i przykrył mnie nim, kiedy siedzieliśmy na tarasie. Mówił coś do mnie, ale zachwycałam się widokiem otwartego nieba, pełnego gwiazd i jego słowa do mnie nie docierały. W oddali słychać było pohukiwanie sowy, a szum lasu znajdującego się niedaleko domku, uspokajał mnie i pobudzał moją wyobraźnię.
- Chcesz herbatę?- usłyszałam za sobą i szybko się odwróciłam.
- Jeśli zrobisz, to czemu nie.- powiedziałam spokojnie i uśmiechnęłam się.
- Dobra, to ci zrobię.- również się uśmiechną.- Z cytryną?- zapytał.
- Tak, proszę.- ponownie się uśmiechnęłam, a kiedy chłopak zniknął w drzwiach domu, z powrotem odwróciłam się tak, abym ponownie mogła patrzeć daleko przed siebie. Zapomniałam natomiast powiadomić mamy o tym, że nie wrócę dzisiaj na noc.. Szybko zadzwoniłam do Weroniki i poprosiłam, żeby kryła mnie w razie czego, kiedy moja mama chciałaby zadzwonić do niej i się upewnić. Dziewczyna zgodziła się i kazała mi być grzeczną, co mnie bardzo rozweseliło, bo nie miałam takich rzeczy w planach. Po krótkiej rozmowie z przyjaciółką, szybko zadzwoniłam do mamy. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że nie ma nic przeciwko temu i nie będzie mnie sprawdzała, bo mi wierzy.. Wtedy poczułam się dziwnie.. Czułam, że ją okłamałam, a ona mi wierzy, bo mi ufa.. Po odłożeniu słuchawki nie chciałam już o tym myśleć i dalej wsłuchiwałam się w szum dużego, ciemnego lasu. Chłopak zaszedł mnie od tyłu i przytulił mocno, a kiedy zapytałam czemu to zrobił, oznajmił, że lubi przytulać dziewczyny. Po chwili przyniósł herbatę i postawił na stoliku , a następnie usiadł obok  i objął mnie.
- Wiesz..- zaczął.- Jesteś bardzo ładną dziewczyną..
Popatrzyłam na niego i nie wiedziałam co konkretnie ma na myśli.. Nie chciałam, żeby długo czekał, aż coś powiem, więc na szybko coś palnęłam.
- Dziękuję.. Ty też jesteś przystojny..- oznajmiłam wstydliwie, a moje policzki zaczęły płonąć z zawstydzenia po tym, co on do mnie wcześniej powiedział.
- Miło to usłyszeć z twoich ust..- wydusił i przybliżył się do mnie i właśnie w tym momencie po raz pierwszy pocałował mnie w usta. Pozwoliłam na to, chociaż wiedziałam, że robimy źle.. Delikatnie odepchnęłam go i powiedziałam;
- Nie zrozum mnie źle, ale nie powinniśmy..
- Czemu niby?- zdziwił się.- Przecież to nic złego, nie?
- No nie, ale znamy się zaledwie dwa dni i w sumie prawie nic o sobie nie wiemy.. Przepraszam..
Chłopak popatrzył na mnie i przez chwilę chyba nie wiedział co ma powiedzieć.
- Nie przepraszaj.. To moja wina..- wyszeptał po jakimś czasie.
- Ale jeśli bardzo tego chcesz, to możemy ten jeden raz..- wydusiłam i zbliżyliśmy się do siebie twarzami  i zaczęliśmy się całować. To trwało trochę, ponieważ trudno było nam się od siebie oderwać. Coś nas ciągnęło w swoją stronę, a kiedy skończyliśmy, przytulił mnie mocno i coś wyszeptał, ale wyszeptał to tak cicho, że nie byłam w stanie tego zrozumieć. Siedzieliśmy na tym tarasie jeszcze długo, zanim poszliśmy spać. Rano obudziłam się z nim w jednym łóżku, ale wiedziałam, że nic między nami więcej nie zaszło i to mnie cieszyło najbardziej. Powoli zebrałam się z łóżka i poszłam do małej kuchni, która znajdowała się w dolnej części domku. Oparłam się łokciami o blat i patrzyłam w duże okno przede mną. Myślałam o tym wszystkim, co stało się późnym wieczorem. Nie zauważyłam, kiedy chłopak wszedł do kuchni i żeby było śmieszniej, nawet tego nie słyszałam. Podszedł do mnie od tyłu i objął mnie w talii.
- Wyspałaś się?- zapytał.
- Pomimo tego, że siedzieliśmy do późna, to tak.. Wyspałam się dzisiaj akurat..- oznajmiłam.
- Więc ubieraj się już powoli i pójdziemy tam, gdzie zawszę chodziłem i myślałem o swoich problemach..
Odwróciłam się w jego stronę i mocno go przytuliłam, nawet sama nie wiedziałam dlaczego. Bez słowa odeszłam i ubrałam się, a następnie zeszłam na dół i wyszłam na taras, czekając na niego. Przyszedł szybciej niż mi się wydawało i od razu kierował się w stronę furtki. Szybko wybiegłam za nim, żeby nie zamknął mnie w środku i z uśmiechem na twarzy szłam z nim tam, gdzie chciał. W pewnym odcinku naszej drogi, złapał mnie za rękę i delikatnie pocałował w usta. Tym razem zbytnio mi to nie przeszkadzało, ponieważ wcześniej raz się przełamałam i pozwoliłam mu na to. Uśmiechnęłam się, aby nie wzbudzać podejrzeń i szłam dalej. Dochodziliśmy do jakiegoś lasu, który wcale nie był za gęsty. Musieliśmy się przez niego przedrzeć, a kiedy to zrobiliśmy, kierowaliśmy się w głąb następnego lasu, aż wyszliśmy na sporą łąką otoczoną gęstymi, mieszanymi lasami. Łukasz usiadł na świeżej, zielonej trawie i patrzył na mnie. Widok tego miejsca był tak piękny, że nie dziwiłam mu się, że przychodził właśnie tutaj. Usiadłam naprzeciwko niego i patrzyłam mu głęboko w oczy.
- Nie dziwię się, że przychodziłeś tutaj.. To miejsce jest naprawdę piękne..- mówiłam cicho, żeby nie zakłócać dźwięków, które wydawały leśne ptaki.
- Powiem ci szczerze, że w tym miejscu zawsze marzyłem o jakiejś dziewczynie i nie wiem czy ona właśnie nie siedzi przede mną..- powiedział nieśmiało.
- Co masz na myśli?- wydusiłam po pewnym czasie.
- Muszę ci coś powiedzieć, tylko proszę nie zostaw mnie z tym samego, okej?
Patrzyłam na niego i nie wiedziałam o co mu chodzi. Na początku pomyślałam, że może ma jakiś problem i chce, żebym pomogła mu w tym, ale nie spodziewałam się jednak takiej odpowiedzi..
- Nie zostawię, obiecuję.. O co chodzi? Masz jakiś problem?
- Mam problem i to wielki..- syknął.
- Powiedz mi proszę.. Może ci jakoś pomogę..- zaproponowałam.
- No dobrze.. Bo jest taka dziewczyna, w której się zakochałem.. Jest bardzo ładna, ma piwne oczy, ciemne, długie, proste włosy, piękny uśmiech i w ogóle cała jest piękna..- mówił.
- No i w czym problem?- zapytałam.
- W tym, że ją kocham i nie wiem czy ona kocha mnie..- posmutniał.
- Ej, Łukasz.. Kim ona jest? Jeśli chcesz, to mogę z nią porozmawiać i przekazać ci to, co powie..- chciałam pomóc, ale niestety..
- Nie musisz mi w tym pomagać..
- Czemu? Ej, Łukasz..- patrzyłam na niego, a w jego oczach zakręciły się łzy.
- Bo ja kocham ciebie.. To o ciebie mi chodzi.. To ty pojawiłaś się znikąd i zmieniłaś mój świat..- powiedział i łzy zniknęły mu z oczu, a po chwili wyglądał już zupełnie jak wcześniej, jednak brakowało czegoś.. Brakowało szerokiego uśmiechu na jego twarzy. Patrzyłam w jego stronę i zastanawiałam się co mam mu na to odpowiedzieć i zaczęłam myśleć o tym co było wczoraj, przedwczoraj i doszłam do pewnego wniosku..
- Nie smuć się i nie dołuj, bo...- zaczęłam.
- Bo?
- Bo ja też ciebie kocham..- wyznałam..
Chłopak patrzył na mnie i nie wiedział co ma powiedzieć. W pewnym momencie powiedziałam, że to nie ma sensu, bo znamy się tylko trzy dni i wtedy podsunął się do mnie i złapał za rękę. Powoli wstał i pomógł mi wstać. Niebo zasłoniły ciemne chmury, które zapowiadały deszcz i możliwą burzę.
- Wracajmy do domku..- poprosiłam.
- Czemu niby chcesz wracać?- zapytał głupkowato.
- No nie udawaj głupiego.. Spójrz w górę na te chmury... Nie wiem jak ty, ale ja nie mam zamiaru przemoknąć i później to odchorować..- rzuciłam.
- Nie martw się.. Nic ci nie będzie. Nie roztopisz się, nie zachorujesz.. Uwierz mi.- powiedział i objął mnie. Z chmur zaczął lać deszcz, a ja jak jakaś głupia zaczęłam się śmiać i uciekać w tą stronę, z której przyszliśmy. Chłopak biegł za mną i śmiał się głośno tak jak ja. Kiedy wybiegliśmy na drogę, przytulił mnie i zaczęliśmy się całować w deszczu. Jadący samochód niemalże by nas przejechał. Dzięki szybkiej reakcji Łukasza uniknęliśmy nieszczęścia.. Wróciliśmy do domku i szybko zadzwoniłam do mamy, żeby powiadomić ją, że dzisiaj też nie wrócę na noc. Bardzo tęskniłam do mojego wygodnego łóżeczka, ale po dworze nie dało się iść, gdyż pogoda była fatalna. Siedzieliśmy na łóżku i zastanawialiśmy się co dalej będzie.. Czy będziemy razem czy też nasze drogi się rozejdą.. Doszliśmy do wniosku, że damy sobie szansę, jeśli wytrzymamy ze sobą miesiąc przyjaźni..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to mamy rozdział czwarty xD jest krótki, wiem, ale wena mnie opuściła ;p jak coś to zapraszam na aska :) ------> http://ask.fm/LukasWawrzyniakBLOG


















Rozdział 3

Rozdział 3

Wróciłam do domu bardzo późno, ponieważ tak jak wspomniałam, bardzo dobrze spędzało mi się czas z Łukaszem. Dziwiłam się sama sobie, że ktoś taki jak on przypadł mi do gustu, ale nie kochałam go, ani nic w tym stylu, tylko po prostu go polubiłam. Dobrze mi się z nim rozmawiało, a spotkanie jego wroga pokazało mi na czym stoję. Wtedy zauważyłam, że jest wybuchowy, ale nie dziwiłam mu się, bo też bym tak zareagowała, jeśli ktoś przezwałby moją rodzicielkę. Mówiąc o mamie, moja w domu zaczęła swoje gadanie, co wcale mnie nie odpowiadało moim uszom tego wieczoru. Po przekroczeniu progu domu, od razu wiedziałam, że mama czeka tam na mnie. Zazwyczaj wracałam do domu po dwudziestej pierwszej, a teraz dochodziła prawie północ.Bardzo cicho starałam się wejść do kuchni, aby zjeść coś na szybko, ale moja rodzicielka mnie uprzedziła. Po otworzeniu drzwi lodówki, światło, które z niej wychodziło, oświetliło kuchnię i kontem oka ujrzałam postać...
- O której to się do domu wraca?- postać zapytała srogo. Wiadomo kto to był, prawda?
- A.. A.. Ale- wyjąkałam.
- No co ale? Ja się pytam konkretnie. Masz chwilę, żeby się wytłumaczyć kim był ten chłopak i w ogóle masz chwilę, żeby wytłumaczyć wszystko.- powiedziała zdenerwowana.
- Mamo, bo ja..- wciąż nie mogłam nic wydusić z siebie, ponieważ jej wzrok przeszywał mnie na wylot.
- Bo ty co?-krzyknęła.
- No więc tak.. Przepraszam za spóźnienie dzisiaj, ale poznałam fajnego chłopaka, z którym dobrze mi się rozmawiało i bardzo go polubiłam..- tłumaczyłam.
- Na chłopaków to ty jeszcze znajdziesz czas i mnie nawet nie denerwuj tymi głupimi tekstami o tym. Teraz powinna cię interesować nauka, książki, a nie chłopaki. - zdenerwowana ciągnęła to dalej.
      Nie chciałam z nią o tym rozmawiać i ze łzami w oczach pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam się na kluczyk. Denerwowało mnie to, że za każdym razem wtrącała się w moje życie, a w końcu nie byłam już taka mała... Starałam się o tym nie myśleć, bo jak każdy wie, rodzice są anty na bliższe znajomości między swoimi i cudzymi dziećmi, w sensie chłopak/dziewczyna.
       Tej nocy akurat nie mogłam spać i miałam dużo czasu, aby przemyśleć to wszystko. Tonęłam w mojej mięciutkiej pościeli i wygodnym łóżku, a moja wyobraźnia odnośnie Łukasza obudziła się wtedy na maksa. Widok białego sufitu znudził mi się, więc przewróciłam się na prawy bok i tym razem patrzyłam na fioletową ścianę. Cały mój pokój oświetlało światło księżyca, który był w pełni i możliwe, że przez pełnię nie mogłam spać. W pewnym momencie zrobiło mi się za gorąco i wstałam z łóżka, kierując się do okna, aby je otworzyć, a przy okazji usiadłam na parapecie i w tej samej chwili dostałam sms'a. Jego zawartość wywołała uśmiech na mojej twarzy, ale również pojawiły się wątpliwości, kto był jego nadawcą...
"Trochę się stęskniłem już za Tobą.. Mam nadzieję, że się jutro spotkamy, ale najlepiej tak w ciągu dnia i może gdzieś w parku jeśli Ci odpowiada, no chyba, że nie to bez przymusu. PS. Tęsknię ;*" Czytałam go w kółko i zastanawiałam się od kogo on może być. Myślałam niemalże o wszystkich, tylko nie o Łukaszu. Zupełnie wyleciał mi wtedy z głowy, a wyobraźnia, która tak działała, pękła jak mydlana bańka.Chciałam odpowiedzieć na tą wiadomość, ale późna pora spowodowała, że moje oczy zaczęły się już kleić, więc bez dłuższego namysłu położyłam się z powrotem do cieplutkiego łóżeczka, aby wejść do magicznej krainy zwanej snem. Bardzo szybko odpłynęłam w nieznane, ale równie szybko się obudziłam. Po otworzeniu moich oczek była godzina jedenasta czternaście, a ja sama zerwałam się na równe nogi. Szybko zbiegłam na dół, aby coś zjeść, ponieważ mój żołądek zaciskał się z głodu, a następnie pobiegłam do łazienki, wziąć poranny prysznic.To wszystko zajęło mi niecałą godzinkę, a po tym jak zwykle wróciłam do mojego skromnego pokoiku, aby ponownie zacząć zamulać przy muzyce. Było coś około czternastej, kiedy moja przyjaciółka wybawiła mnie z tej nudy i wyrwała mnie na zakupy do galerii, po drugiej stronie miasta. Chodząc z nią od sklepu do sklepu, dochodziłam do wniosku, że bez Weroniki nie byłoby mnie.. Nasze zakupy ciągnęły się i ciągnęły, a każda chwila z nią spędzona, była cudowna, bo wiedziałam, że zawsze będę miała kogoś, kto mnie nie zostawi choćby nie wiem co. Tego wieczoru miałam być akurat sama w domu, więc zgadałyśmy się na nockę, ponieważ chciałam chociaż raz z nią porozmawiać tak poważniej niż zwykle.. Weronika zgodziła się i od razu po bardzo długich zakupach pojechałyśmy do mojego domu. Wiem, że to brzmi i wygląda dziwnie, ale nie w tym rzecz. Tak jak poprzedniej nocy znalazłam się w łóżeczku, ale tym razem nie mogłam jednak zasnąć i bujać w obłokach, bo przede mną była ważna rozmowa, którą mogłam przeprowadzić tylko i wyłącznie z moją przyjaciółką.
- Ej, bo wczoraj zostawiłaś mnie z tym chłopakiem..- zaczęłam nieśmiało.
- Ale coś się stało? Źle zrobiłam?- wystraszyła się.
- Nie, nie.. Nie o to chodzi, bo było bardzo fajnie, ale nie mam z nim teraz żadnego kontaktu..- oznajmiłam zrujnowanym głosem.
- A wiesz chociaż jak ma na nazwisko?- zapytała.
- No wiem..
- No i czego panikujesz? Skoro wiesz jak ma na nazwisko, to możesz go przecież znaleźć na fb, no nie?
W tym momencie wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na nią, a w mojej głowie pojawiła się burza myśli, która zadawała jedno i to samo pytanie, a mianowicie "Przecież to realne, czemu o tym nie pomyślałaś, głupia idiotko?". Rozmowa ciągnęła się dalej, a dotyczyła ona właśnie Wawrzyniaka, który został w mojej głowie. Przegadałyśmy całą noc, a rano nie byłyśmy w stanie podnieść się z łóżka. Mój telefon dzwonił cały czas, a ja byłam tak zmęczona, że nie chciało mi się wstać, aby go odebrać. Po pewnym czasie zebrałam się do kupy i wstałam, kierując się w stronę biurka. Połączenie przerwało się, kiedy byłam już tuż tuż od wzięcia komórki do ręki. Na szczęście zadzwonił jeszcze raz i tym razem go odebrałam.
- Halo?
- Ada?- odezwał się głos w słuchawce.
- Tak, a kto mówi?- oznajmiłam i zapytałam jednocześnie.
- Łukasz z tej strony.- zaśmiał się po drugiej stronie.
- Aaa, no więc słucham cię, Łukaszu.- uśmiechnęłam się szeroko, patrząc w lustro.
- Chciałbym się dzisiaj z tobą spotkać jeśli tylko masz czas, bo jeśli nie, to nic na siłę.- powiedział spokojnie.
- Wiesz co? Dzisiaj znajdę trochę czasu jakoś tak może wieczorem. - oznajmiłam.
- To świetnie. Więc gdzie się spotkamy?
- Nie wiem. Jeszcze się jakoś zgadamy, a tak poza tym, to skąd masz mój numer telefonu?- zapytałam.
- Kto szuka, ten znajdzie.- oświadczył ze śmiechem, co mnie wcale nie zdziwiło, bo chłopak cały czas był radosny.
- No okej.. To ja kończę teraz, bo muszę coś zrobić, ale wieczorem się do ciebie odezwę i się spotkamy, ok?
- Spoko. Nie ma sprawy. To do usłyszenia..- powiedział, po czym rozłączyłam się i od razu pobiegłam do Weroniki na dół, żeby się pochwalić...
       Po powiedzeniu jej tego, razem zaczęłyśmy skakać z radości i jak najszybciej starałam się ogarniać do wyjścia. Tak jak wspominałam, nie zakochałam się w chłopaku, tylko go polubiłam i chciałam, żeby był moim kolegą, a przez to również chciałam go lepiej poznać, dlatego godziłam się na spotkania z nim. Dochodziła godzina szesnasta, więc szybko chwyciłam za telefon i kliknęłam ostatnie połączenie. Po chwili w słuchawce usłyszałam sygnał, a serce waliło mi jak opętane.
- Halo?- odezwał się głos w słuchawce.
- Łukasz, nie?- dla pewności zapytałam.
- Tak, tak. To ja.- oświadczył.
- Wiesz, bo ja już jestem gotowa do tego wyjścia jak coś..- powiedziałam krępująco.
- Dobra, to wychodź z domu i kieruj się w stronę KFC. Gdzieś tam się spotkamy i zabiorę cię w jedno miejsce, okej?- oznajmił i zapytał ostatnim słowem.
- Okej. Zgadzam się.- szybko rzuciłam i rozłączyłam się bez zastanowienia.
Wybiegłam z domu jak jakaś głupia i przez chwilę miałam taką myśl, żeby zacząć tam biec, ale szybko się uspokoiłam i szłam spokojnie w określone miejsce. Zbliżałam się z każdą chwilą, a kiedy ujrzałam budynek KFC, szybko rozejrzałam się w okół, żeby upewnić się, że chłopak już tam na mnie czeka. Podeszłam bliżej i nie zauważyłam na zewnątrz nikogo. Postanowiłam wejść do środka, ponieważ byłam przekonana, że jest gdzieś tam i tak jak poprzednim razem denerwuje się za włosy w jego jedzeniu, ale niestety.. Tam też go nie było.. Przed budynkiem stała ławka, na której przysiadłam i nerwowo patrzyłam na zegarek na mojej lewej ręce. Czas się dłużył, a chłopaka nie widać ani tu, ani tam.. Zastanawiałam się czy nie wracać powoli do domu, ale coś mnie jednak zatrzymało..
- Masz chamie jeszcze dziesięć minut, bo jak nie to wracam do domu i mam na ciebie wywalone..- mruknęłam pod nosem, aż w pewnym momencie zauważyłam w oddali wysoką postać chłopaka, który kierował się w moją stronę. Szedł tak jakby chciał, a nie mógł, co bardzo mnie denerwowało.
- Pospiesz się do jasnej ciasnej..- syknęłam cicho.
W tej chwili postać przyspieszyła, a ja zaczęłam się śmiać, ponieważ wyglądało to tak, jakby się mnie posłuchał. Kiedy już przechodził przez pasy na drugą stronę, na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- No wreszcie jesteś!- krzyknęłam zniecierpliwiona.
- Przepraszam, że musiałaś na mnie tak długo czekać, ale zapomniałem wspomnieć, że mam stąd do domu nie mały kawałek drogi..- oznajmił po podejściu bliżej.
- No dobrze.. Nic się nie stało..- powiedziałam, ale miałam jakieś przeczucie, że chłopak coś kręci..
- To jak będzie? Będziemy tu tak stali pod tym KFC czy idziemy w końcu tam, gdzie chcę cię zabrać?- zapytał lekko poddenerwowany.
Popatrzyłam na niego i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Chwilę tak się zastanawiałam nad tym i w końcu wydusiłam.
- Idziemy, idziemy, bo zapach jedzenia mnie wabi do środka, a wiem, że nie chcę tam wejść.- zaśmiałam się.
- Czemu niby nie chcesz tam wejść?- zdziwił się.
- No wiesz.. Włosy w jedzeniu i te sprawy.- zaśmiałam się głośniej.
- Czy ty się teraz ze mnie nabijasz?- zapytał unosząc lewą brew do góry.
- Nie, nie.. Tylko ta sytuacja tak mnie rozbawiła, a wiadomo, że nikt nie lubi włosów w jedzeniu..- oznajmiłam z powagą.
- No wiem.. Rozumiem, dobra to chodź.. Nie traćmy czasu.- powiedział, ciągnąc mnie za rękę.
Szliśmy w miarę szybko, a najgorsze było to, że złapała mnie kolka i musiałam zwolnić. Nie wiedziałam, gdzie mnie zabiera i to też mnie trochę niepokoiło. Dobrze, że miałam do niego zaufanie, bo bez tego nawet nie ruszyłabym się z domu, ponieważ obawiałabym się najgorszego, ale wiedziałam, że on nie jest taki jak inni. Miał w sobie coś, czego właśnie innym brakowało. Nie umiałam niestety tego nazwać i porównywać go do innych, ponieważ to nie miało sensu. Widać również było, że mimo wszystko miał szacunek do kobiet i za to również ja go szanowałam. W drodze opowiadał mi trochę o sobie i powiedział coś więcej o tym Damianie Buczku, ale wiedziałam, że jest to dla niego niewygodny temat i szybko starałam się go zmienić. Zaczęłam wypytywać o to czy ma jakieś rodzeństwo i takie sprawy odnośnie rodziny. Opowiedział również jak napił się w sylwka i to mnie troszeczkę rozbawiło... Nie wiedziałam również o tym, że jest największym fejmem na czymś takim jak ask.fm, a żeby tego było mało, był modelem. Wtedy wzbudziła się we mnie zazdrość, ponieważ kiedyś marzyłam o tym, aby zostać modelką i odchudzałam się przez długi czas, a kiedy osiągnęłam swoje wymarzone efekty, zrezygnowałam ze wszystkiego przez te głupie castingi, które nie dawały mi możliwości, abym przeszła dalej.. W tej właśnie chwili uświadomiłam sobie, że dzięki niemu mogę to osiągnąć, ale szybko wybiłam to sobie z głowy.. Nie będę przecież wykorzystywała kogokolwiek do takich celów, bo nie tak mnie wychowano, a poza tym myślałam nad tym czy w ogóle chcę być jeszcze tą modelką... Rozmawialiśmy bardzo otwarcie, aż wyszliśmy poza miasto.
- Ej, Łukasz.. Gdzie my w ogóle idziemy?- zapytałam się z niepokojem.
- Nie bój się.. Wiem, że teraz to wygląda bardzo dziwnie, ale bez obaw. Nic ci się nie stanie, przysięgam.- powiedział tak normalnie i rozwiał moje wątpliwości.
- Ale obiecujesz?
- Obiecuję i tego bądź pewna. Ale lepiej jedną rzecz powiem ci już teraz.- w tym momencie zaniepokoiłam się troszeczkę, kiedy to powiedział.
- Mów szybko, bo trochę się zdenerwowałam..- szybko rzuciłam i czekałam na odpowiedź.
- No więc tak..- przerwał.
- Więc jak?- troszeczkę podniosłam głos.
- Dzisiaj nie wracasz na noc do domu.- oznajmił.
Szeroko otworzyłam oczy i spojrzałam na niego z niepokojem. Wystraszyłam się i chwiałam uciekać do domu, a kiedy zrobiłam kilka małych kroków w tył, złapał mnie za rękę i ujrzał w moich oczach łzy, które pojawiły się w nich z przerażenia.
- Ej, co ty płakać zaczynasz?- zapytał z troską w głosie.
- No bo ja się boję..- wyjąkałam.
- Ale nie ma się czego bać.. Nic ci nie zrobię.. W ogóle nic ci się nie stanie.. Chcę cię lepiej poznać i chcę po prostu z tobą dłużej porozmawiać, żeby się czegoś więcej o tobie dowiedzieć.- wydusił.
- Możesz przecież zadzwonić zawsze wcześnie rano i mogę wtedy wyjść do ciebie no i porozmawiać do wieczora, ale zaraz tak na noc? Chyba żartujesz sobie ze mnie.. Nie mam pewności, że nic mi się wtedy nie stanie..- rozpłakałam się.
- Weź nie rób scen.. Nic ci nie będzie, obiecuję.. Boże przestań się mnie bać.. Ja nie gryzę..- powiedział i mocno mnie przytulił. Wtedy opanowałam się i postanowiłam jak zwykle mu zaufać.
- No więc gdzie idziemy?- zapytałam w jego ramionach.
- Za jakieś około dwa kilometry są działki i tam mamy z mamą taki domek no i tam chcę cię zabrać i będziemy sami, przez co masz pewność, że nic ci nie zrobię.- oznajmił.
- Ale czemu akurat tam?
- Bo z samego rana chcę cię zabrać jeszcze w jedno miejsce, ale tam najlepiej jest iść, kiedy jest wcześnie, bo teraz już się nie opłaca..- powiedział.
- Czemu teraz się już nie opłaca?- zdziwiłam się.
- No bo zaraz będzie ciemno, a to nie jest miejsce do chodzenia nocą.
- Czemu niby?
- Bo to las tak jakby.
- Chcesz mnie zabrać do lasu?- zaśmiałam się.
- Kurwa, weź się nie śmiej, okej? To nie jest taki zwykły las, no bo tak jest wielka łąka otoczona lasami no i tam lubię przesiadywać sobie sam, ale szczerze, to wolę siedzieć tam z kimś takim jak ty..- mówił coraz ciszej.
- No spoko, Łukasz., ale nie denerwuj się tak następnym razem.. Musisz mnie zrozumieć, bo ciekawe jak ty byś się zachował w takiej sytuacji jako dziewczyna, w szczególności, że znamy się tylko dwa dni.. A to trochę mało na takie wyjścia..- syknęłam.- Ale nie na taki las czy coś, nie o to chodzi, tylko o to, że dzisiaj zostaję na noc u ciebie..- szybko poprawiłam.
- No okej.. Ej, czekaj..
- Hmm?
- Czy ty zgodziłaś się zostać u mnie na noc?- ucieszył się.
- Tak, a co?- zdziwiłam się. - Coś nie tak? Zmieniłeś zdanie?- przestraszyłam się.
- No nie, nie zmieniłem. Cieszę się, że mi zaufałaś..
- No to dobrze, a tak poza tym, to która jest godzina?- zapytałam
- Prawie osiemnasta, a co?
- Daleko jeszcze?
- Prawie dwa kilometry. Mogłem wziąć samochód, ale wolę chodzić. Wybacz- zaśmiał się.
- Nie no nie ma problemu, tylko chodź szybciej, bo zmienię zdanie i się cofnę do domu.- uśmiechnęłam się szeroko i szłam równo z nim...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 No to mamy rozdział trzeci :*** Dziękuję za przeczytanie :*** Zapraszam na mojego aska ;*






















czwartek, 12 lutego 2015

Rozdział 2

Rozdział 2


        Kierowaliśmy się do centrum miasta, tak jak wspomniałam wcześniej. Była to dla mnie nieco krępująca sytuacja, ponieważ nigdy wcześniej nie nie widziałam i nie znałam Łukasza, a kiedy tak z nim szłam, zastanawiałam się czy moje życie nie przestanie się przez niego zmieniać. Wiem, że to było głupie, bo w sumie to było moje pierwsze spotkanie z nim, a ja wyobrażałam sobie niewiadomo co. Chłopak prowadził mnie w jakieś miejsce, a kiedy pytałam o dokładne jego położenie, nazwę, za każdym razem odpowiadał "zobaczysz". Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, ale postanowiłam mu zaufać. Ciągle powtarzałam sobie w myślach czy dobrze robię.. Za każdym krokiem w przód, czułam się dziwnie. "Co ty idiotko robisz?!"- nerwowo pomyślałam, ale głos chłopaka przerwał moje myślenie.
- Ej, bo w sumie to ja nie wiem gdzie my idziemy.- zaśmiał się.
Spojrzałam na niego jak na jakiegoś głupka i aż zatrzymałam się w miejscu.
- Więc po co my w ogóle gdzieś idziemy? Mogłam wrócić do domu, to nie.. Zachciało się chodzenia z obcymi chłopakami.. - powiedziałam lekko poddenerwowana.
- Przestań.. Ludzie się poznają, a przejść się zawsze można i nie koniecznie w wybrane miejsce. Możemy się przejść na przykład do parku, albo gdzieś dalej na miasto..- mówił jak zwykle z uśmiechem.
Bardzo podobał mi się jego uśmiech i sposób mówienia do mnie. Starał się nawiązać ze mną jakiś kontakt i wciąż narzucał tematy do rozmowy. Fajnie mi się z nim rozmawiało, a czas leciał nieubłaganie szybko. Kiedy wychodziłam z domu, aby spotkać się z Weroniką, było coś około trzynastej, a kiedy chodziłam z Łukaszem, była osiemnasta. Na szczęście tego dnia nie umiawiałam się z innymi osobami na spotkania, bo bardzo fajnie spędzało mi się z nim czas. Podobno wiele dziewczyn, które go zobaczyły, od razu zaczynały się w nim bujać, a ja? Na mnie niestety nie robił jakiegoś większego wrażenia, wręcz nieco odepchnął mnie od siebie awanturą o włosy w jedzeniu.. Każdy mądry by je wyjął, a on poszedł i zrobił o to aferę.. Cały czas myślałam o tym i zastanawiałam się, za kogo on się ma. Chciałam poznać go trochę lepiej i zaczęłam wypytywać niemalże o wszystko. Na każde z pytań odpowiadał szybko, krótko i zwięźle. Kiedy tak szliśmy, w pewnym momencie ujrzałam jakiegoś chłopaka, który machał w naszą stronę.
- O kurwa, Buczek..- zdenerwował się i kazał mi iść w drugą stronę.
- Kto?- zapytałam ze zdziwieniem.
- Damian Buczek.. Taki jeden pedał jebany, który wyzwał moją matkę od suk..- syknął
- Aha, spoko, ale możesz nie przeklinać jeśli mówisz do mnie?- grzecznie zapytałam.
- Przepraszam, ale wiesz co? Chodź do niego, bo w końcu mam okazję mu wygarnąć za to z moją matką.. - oznajmił i ciągnął mnie za sobą. Nie chciałam z nim iść, pomieważ bałam się, że zaczną się bić czy coś, ale w sumie nie dziwiłam się Łukaszowi, że chciał do niego iść, bo w końcu wyzwał jego mamę.. Bez dłuższego zastanowienia szlam za nim, a tan chłopak który do nas machał, od razu zaczął denerwować mojego "nowego kolegę"..
- No proszę. Łukasz Wawrzyniak. Kogo jak kogo, ale ciebie to się nie spodziewałem tutaj.- zaczął Buczek.
- No więc po chuj machasz do mnie?- Łukasz zdenerwował się, a z jego twarzy zniknął słodki uśmiech.- Ale wiesz co? Dobrze, że pomachałeś, bo bym się nie domyślił, że to ty tu siedzisz.. Mam ci dużo do powiedzenia.
- Hahahaha.- chłopak zaczął się śmiać.- Ciekawe co ty mi możesz powiedzieć. Heh.. Wypromuj takiego na asku, to tak ci się odwdzięczy.- złośliwie rzucił, a po minie Łukasza już widziałam, że zaraz coś palnie takiego, że zwali mnie i tego chłopaka z nóg. No i się nie pomyliłam..
Ale Ci teraz dopierdolę śmieciu. Hahaha, zacznijmy od początku. Te brednie które rozprowadzasz z Poziom, że niby prosiłem Cię o to żebyś mnie wypromował? Dobry żart, nigdy nie prosiłbym takiego śmiecia jak Ty o cokolwiek i zdajesz sobie z tego doskonale sprawę. Twoja cała egzystencja na tym ask'u jest po prostu jedną wielką pomyłką, co Ty w ogóle z siebie zrobiłeś? Kompletnego kretyna który wymachuję środkowym palcem, albo drze się do kamery próbując się za wszelką cenę wybić swoją głupotą na ask'u . Jesteś tak żałosny, że brakuje mi na Ciebie słów.. Wrzucasz jakieś denne filmiki na youtube gdzie wyłączasz możliwość oceniania, bo doskonale zdajesz sobie sprawę z faktu, że większość łapek byłby na minusie. Za wszelką cenę próbujesz mi dojebać głupotą którą prezentujesz na każdym kroku, masz naprawdę problem z skonstruowaniem poprawnie zdania. Wczoraj zlałeś się w trzy dupy i zacząłeś wyzywać moją matkę od kurew, już nie pamiętasz? Ludzie podsyłali mi linki, pousuwałeś? W ogóle jak śmiesz denny złamasie obrażać moją matkę? Nikt nie nauczył Cię szacunku do kobiet, moja matka zrobiła Ci cokolwiek? No się kurwa pytam, czy zrobiła Ci cokolwiek. Jeżeli masz problem to masz problem do mnie, a nie do mojej matki i kieruj słowa do mnie zjebie. Najgorszy dres z rynsztoku ma większy szacunek do osób starszych niż Ty złamasie. Obrażasz osobę która nosiła mnie 9 miesięcy pod sercem, opiekowała się mną, patrzyła na każdy mój upadek i na każde moje powstanie z ziemi to ona opiekowała się mną gdy byłem chory i zawsze podawała mi pomocną dłoń kiedy tego potrzebowałem. Więc jeżeli obrażasz mi matkę dla mnie to jest niewybaczalne, normalnie dałbym Ci w tą tępą mordę, bo Ci się należy, ale jak widzisz nie mam możliwości, bo ktoś tu stoi ze mną i patrzy na to wszystko... Nie dziwię się, że jesteś pośmiewiskiem w swoim mieście i że bardzo mała rzesza osób za tobą przepada, szczerze rzecz mówiąc to dziwie się, że ktokolwiek Cię lubi, bo jak można przepadać za osobą która obraża czyjąś matkę? Totalne zero, śmieć. Nie stracę dla Ciebie więcej słów.. Nara..
         Patrzyłam się na niego i na Buczka czy jak mu tam było i zastanawiałam się czy mam śmiać się czy też płakać. Jego słowa bolały nie tylko tego chłopaka, ale również mnie.. Kiedy skończył to mówić, złapał mnie za rękę i ciągnął za sobą. Nie chciałam go bardziej denerwować i nie odzywałam się już w tej sprawie. Poprosiłam go tylko, żeby podprowadził mnie kawałek do domu.
- Jesteś na mnie zła?- zapytał.
- Za co niby?- zdziwiłam się.
- No bo mówiłem przy tobie takie teksty, a poza tym musiałaś patrzyć na tego złoma przeze mnie.- oznajmił.
- Wiesz, nie szkodzi.. Chciałam iść już do domu, ale może jeszcze gdzieś się przejdziemy?- zaproponowałam.
- Hmm.. Chodź, to pokażę ci moich przyjaciół. - w końcu się uśmiechnął, a ja poczułam się dziwnie.
- No to prowadź.- zaśmiałam się głupkowato i szłam za nim. 
       Na prawdę myślałam, że idziemy do jego przyjaciół takich prawdziwych i podejrzewałam, że dowiem się o nim czegoś więcej, ale na miejscu nie rozczarowałam się, tylko nie mogłam opanować śmiechu. Chłopak śmiał się z mojej reakcji na to, ale wcale mi się nie dziwił. Fajnie, że chociaż ma takich przyjaciół, jak gołębie ..









środa, 11 lutego 2015

Rozdział 1

Rozdział 1

         Zawsze chciałam być modelką, ale nigdy nie wiedziałam jak mam się za to zabrać. W wieku czternastu lat zapragnęłam schudnąć, ponieważ moja waga osiągała prawie siedemdziesiąt kilogramów.. Bardzo mi to przeszkadzało, ponieważ byłam obiektem szyderstw w szkole, a uczniowie w niej byli na prawdę wredni i okrutni. Pierwsze myśli o tym, abym została modelką pojawiły się wtedy, kiedy pierwszy raz zobaczyłam swoją przyrodnią siostrę Agnieszkę, która była wysoka, zgrabna i pracowała jako modelka.. W wieku szesnastu lat miałam już prawie dwadzieścia kilogramów do tyłu, sto siedemdziesiąt trzy centymetry wzrostu i brałam udziały w różnych castingach, ale żaden nie spełnił moich marzeń.. W końcu postanowiłam przestać się łudzić i wróciłam do normalnego życia, po czym moje życie układało się świetnie, aż do pewnego dnia...
       Było bardzo wcześnie, kiedy się obudziłam. Na próżno próbowałam ponownie zasnąć, ponieważ mimo tej wczesnej godziny byłam już wyspana. Postanowiłam wziąć długą kąpiel, która zajęła mi jakieś dwie godziny, a kiedy wyszłam z łazienki, była już godzina dziewiąta. W tym czasie wyszłam do sklepu i zrobiłam zakupy na ten dzień, a po południu umówiłam się z przyjaciółką. Wybiło południe, po czym zadzwonił mój telefon. To była mama...
- Halo? - odebrałam.
- No cześć kochanie. Słuchaj, dzisiaj musisz sama ugotować obiad, ponieważ wrócę trochę później niż zwykle.- mówiła zestresowana.
- Dobrze mamo, ale nie wiem czy ja umiem gotować..- zaprzeczałam sama sobie.
- Umiesz, umiesz. Jakoś dasz radę.. Słoneczko, ja już muszę kończyć, a ty możesz ugotować co tylko tam chcesz. Wiesz, że mi to obojętne, a teraz kończę. Buziaczki. Papa.- powiedziała, po czym rozłączyła się.
- Papa, mamo..- zdenerwowana syknęłam po odłożeniu słuchawki.
Szybko zajrzałam do książki kucharskiej, aby znaleźć najłatwiejszy przepis na cokolwiek i zabrałam się za gotowanie zupy pomidorowej. Po nie całych dwóch godzinach zupa była gotowa, mama wróciła do domu, a ja od razu po jej wejściu do środka, wybiegłam z domu, aby szybko biec na spotkanie z Weroniką, moją przyjaciółką. Kierowałam się w nasze ulubione miejsce i po upływie piętnastu minut, spotkałam się tam z nią.
- No hej. Myślałam, że zapomniałaś.- powiedziała i cmoknęła mnie w policzek na powitanie.
- Nie, nie.. Musiałam tylko dzisiaj coś ugotować, bo mamie dłużej zeszło w pracy.- tłumaczyłam.
- Aha, no spoko. Kurde, wiesz co? Przeszłybyśmy się może do jakiejś knajpki czy coś, bo strasznie głodna jestem.- oznajmiła.
- Wiesz, że ja też? No to gdzie idziemy?- zapytałam z uśmiechem na twarzy.
- Hmm.. Może do KFC?- zaproponowała.
- Dobry pomysł.- zaśmiałam się.- To co? Idziemy?
Weronika złapała mnie za rękę i z uśmiechem na twarzy ciągnęła mnie za sobą. Szłyśmy i szłyśmy, śmiejąc się i obgadując nielubiane koleżanki, aż w końcu doszłyśmy na miejsce. Zapach pieczonych skrzydełek z kurczaka wabił swoje ofiary i ciągną je aż do kasy, za którą stali zdzieracze pieniędzy. Musiałam niestety wejść sama do środka, gdyż zadzwonił telefon Weroniki, a z tego co wiem był to bardzo ważny telefon, no i z tego powodu dziewczyna została na zewnątrz. Nieśmiało kierowałam się do kasy i nie mogłam zdecydować, co mam wybrać. Przez chwilę stałam i patrzyłam w górę, aż jakiś chłopak wepchnął się przede mnie i jakby rzucił się z wątami do kasjerki.
- Przepraszam, czy ja zamawiałem Be-smarta z dodatkiem pani włosów?- zapytał zdenerwowany.
- Ja.. Ja również przepraszam.. No i nie, nie zamawiał pan..- patrzyła na niego ze zdenerwowaniem w oczach.
- Prawie się zarzygałem, kiedy zobaczyłem te włosy w moim jedzeniu.- ciągnął dalej.
- Najmocniej pana przepraszam.. Zaraz przyniosę drugiego Be-smarta.. Bez moich włosów..- oznajmiła i tak jak powiedziała, poszła po drugiego..
- Sprawdzę czy w tym drugim też będą włosy- zawołał za nią, a ona odwróciła się i przewróciła oczami. Chłopak popatrzył na mnie i stał tak przez chwilę.
- Weź się nie patrz tak na mnie, bo wyłysieję i moje włosy zostaną na twoim Be-smarcie..- rzuciłam i stanęłam przodem do kasy.
- Ej, spokojnie.. Przecież to nic złego, no chyba że ci to przeszkadza tak samo jak włosy w moim jedzeniu.- powiedział i uśmiechnął się szeroko.
- Nie bądź taki mądry.. O, popatrz. Twoje jedzenie już idzie. Bierz je i idź z nim do stolika.- wiem, że może to było wredne, ale na nim nie robiło żadnego wrażenia..
- No okej. Jak chcesz. Biorę moje jedzenie, siadam do stolika i...- no i urwał zdanie...
- I?- zapytałam..
- I czekam tam na ciebie. - ponownie się uśmiechnął, puścił oczko i poszedł do stolika.
Zamówiłam to samo co on i postanowiłam usiąść za nim. Śledził moje kroki wzrokiem, co mnie bardzo krępowało i prawie bym się zabiła o czyjąś torbę. Chłopak zaczął się śmiać, a kiedy usiadłam za nim, przyszedł i usiadł obok mnie.
- Może się lepiej poznamy.- zaproponował.
- A może nie?- zaprzeczyłam.
- No weź nie bądź taka. Powiem ci mała, że jesteś bardzo przystojna- zaśmiał się.
- Aż tak cię to bawi? A te teksty skąd bierzesz?- starałam się być niezagięta.
- No nie ważne skąd biorę... - znowu się uśmiechnął.
- To fajnie...- syknęłam i ujrzałam Weronikę, która weszła do środka. Pomachałam jej, a ona spojrzałamna mnie i wyszła z KFC.. Po jakimś czasie dostałam od niej sms'a, w którym było napisane tak:
" Przepraszam kochana, że tak wybiegłam, ale zobaczyłam cię z tym chłopakiem i pomyślałam, że będę wam przeszkadzała. Nie obraziłaś się na mnie?"
Nie chciałam jej nic odpisywać. Spojrzałam na chłopaka i przez chwilę nie mogłam oderwać od niego wzroku. Po krótkim czasie zajważył to i powiedział:
- Łukasz..
- Co?- zdziwiłam się.
- Łukasz.. Tak się nazywam.- oznajmił.
- Aaa.. Przepraszam.. Nie zrozumiałam na początku.- tłumaczyłam.
- Nic nie szkodzi.. A ty? Jak masz na imię?- zapytał z uśmiechem na twarzy.
- Ja? Ada.. Tak mam na imię..- powiedziałam nieśmiało.
- Bardzo ładne imię, a Ada to skrót od Adrianna czy tak po prostu Ada?- zapytał jak zwykle z uśmiechem.
- W moim przypadku jest to skrót od Adrianna.- uśmiechnęłam się i coraz lepiej czułam się w jego towarzystwie.
- Hmm.. Siedzimy tu już dość długo, więc może gdzieś się przejdziemy?- zaproponował.
- Wiesz co? Jestem za. - uśmiechnęłam się.- No to co? Prowadź mnie tam, gdzie chcesz iść.- powiedziałam śmiejąc się nie wiem z czego i razem z nim opuściłam KFC i kierowaliśmy się w stronę centrum miasta...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć wszystkim ;))) zaczęłam pisać opowiadanie o Łukaszu W i mam nadzieję, że Wam się spodoba i zostaniecie tutaj ze mną do końca :)) Bardzo proszę, abyście zostawili po sobie jakiś komentarz i jakieś lajki na moim asku, ponieważ to bardzo bedzie mnie motywował odp dalszego pisania :))) mój ask -----> http://ask.fm/LukasWawrzyniakBLOG     Zapraszam ;*