sobota, 14 lutego 2015

Rozdział 3

Rozdział 3

Wróciłam do domu bardzo późno, ponieważ tak jak wspomniałam, bardzo dobrze spędzało mi się czas z Łukaszem. Dziwiłam się sama sobie, że ktoś taki jak on przypadł mi do gustu, ale nie kochałam go, ani nic w tym stylu, tylko po prostu go polubiłam. Dobrze mi się z nim rozmawiało, a spotkanie jego wroga pokazało mi na czym stoję. Wtedy zauważyłam, że jest wybuchowy, ale nie dziwiłam mu się, bo też bym tak zareagowała, jeśli ktoś przezwałby moją rodzicielkę. Mówiąc o mamie, moja w domu zaczęła swoje gadanie, co wcale mnie nie odpowiadało moim uszom tego wieczoru. Po przekroczeniu progu domu, od razu wiedziałam, że mama czeka tam na mnie. Zazwyczaj wracałam do domu po dwudziestej pierwszej, a teraz dochodziła prawie północ.Bardzo cicho starałam się wejść do kuchni, aby zjeść coś na szybko, ale moja rodzicielka mnie uprzedziła. Po otworzeniu drzwi lodówki, światło, które z niej wychodziło, oświetliło kuchnię i kontem oka ujrzałam postać...
- O której to się do domu wraca?- postać zapytała srogo. Wiadomo kto to był, prawda?
- A.. A.. Ale- wyjąkałam.
- No co ale? Ja się pytam konkretnie. Masz chwilę, żeby się wytłumaczyć kim był ten chłopak i w ogóle masz chwilę, żeby wytłumaczyć wszystko.- powiedziała zdenerwowana.
- Mamo, bo ja..- wciąż nie mogłam nic wydusić z siebie, ponieważ jej wzrok przeszywał mnie na wylot.
- Bo ty co?-krzyknęła.
- No więc tak.. Przepraszam za spóźnienie dzisiaj, ale poznałam fajnego chłopaka, z którym dobrze mi się rozmawiało i bardzo go polubiłam..- tłumaczyłam.
- Na chłopaków to ty jeszcze znajdziesz czas i mnie nawet nie denerwuj tymi głupimi tekstami o tym. Teraz powinna cię interesować nauka, książki, a nie chłopaki. - zdenerwowana ciągnęła to dalej.
      Nie chciałam z nią o tym rozmawiać i ze łzami w oczach pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam się na kluczyk. Denerwowało mnie to, że za każdym razem wtrącała się w moje życie, a w końcu nie byłam już taka mała... Starałam się o tym nie myśleć, bo jak każdy wie, rodzice są anty na bliższe znajomości między swoimi i cudzymi dziećmi, w sensie chłopak/dziewczyna.
       Tej nocy akurat nie mogłam spać i miałam dużo czasu, aby przemyśleć to wszystko. Tonęłam w mojej mięciutkiej pościeli i wygodnym łóżku, a moja wyobraźnia odnośnie Łukasza obudziła się wtedy na maksa. Widok białego sufitu znudził mi się, więc przewróciłam się na prawy bok i tym razem patrzyłam na fioletową ścianę. Cały mój pokój oświetlało światło księżyca, który był w pełni i możliwe, że przez pełnię nie mogłam spać. W pewnym momencie zrobiło mi się za gorąco i wstałam z łóżka, kierując się do okna, aby je otworzyć, a przy okazji usiadłam na parapecie i w tej samej chwili dostałam sms'a. Jego zawartość wywołała uśmiech na mojej twarzy, ale również pojawiły się wątpliwości, kto był jego nadawcą...
"Trochę się stęskniłem już za Tobą.. Mam nadzieję, że się jutro spotkamy, ale najlepiej tak w ciągu dnia i może gdzieś w parku jeśli Ci odpowiada, no chyba, że nie to bez przymusu. PS. Tęsknię ;*" Czytałam go w kółko i zastanawiałam się od kogo on może być. Myślałam niemalże o wszystkich, tylko nie o Łukaszu. Zupełnie wyleciał mi wtedy z głowy, a wyobraźnia, która tak działała, pękła jak mydlana bańka.Chciałam odpowiedzieć na tą wiadomość, ale późna pora spowodowała, że moje oczy zaczęły się już kleić, więc bez dłuższego namysłu położyłam się z powrotem do cieplutkiego łóżeczka, aby wejść do magicznej krainy zwanej snem. Bardzo szybko odpłynęłam w nieznane, ale równie szybko się obudziłam. Po otworzeniu moich oczek była godzina jedenasta czternaście, a ja sama zerwałam się na równe nogi. Szybko zbiegłam na dół, aby coś zjeść, ponieważ mój żołądek zaciskał się z głodu, a następnie pobiegłam do łazienki, wziąć poranny prysznic.To wszystko zajęło mi niecałą godzinkę, a po tym jak zwykle wróciłam do mojego skromnego pokoiku, aby ponownie zacząć zamulać przy muzyce. Było coś około czternastej, kiedy moja przyjaciółka wybawiła mnie z tej nudy i wyrwała mnie na zakupy do galerii, po drugiej stronie miasta. Chodząc z nią od sklepu do sklepu, dochodziłam do wniosku, że bez Weroniki nie byłoby mnie.. Nasze zakupy ciągnęły się i ciągnęły, a każda chwila z nią spędzona, była cudowna, bo wiedziałam, że zawsze będę miała kogoś, kto mnie nie zostawi choćby nie wiem co. Tego wieczoru miałam być akurat sama w domu, więc zgadałyśmy się na nockę, ponieważ chciałam chociaż raz z nią porozmawiać tak poważniej niż zwykle.. Weronika zgodziła się i od razu po bardzo długich zakupach pojechałyśmy do mojego domu. Wiem, że to brzmi i wygląda dziwnie, ale nie w tym rzecz. Tak jak poprzedniej nocy znalazłam się w łóżeczku, ale tym razem nie mogłam jednak zasnąć i bujać w obłokach, bo przede mną była ważna rozmowa, którą mogłam przeprowadzić tylko i wyłącznie z moją przyjaciółką.
- Ej, bo wczoraj zostawiłaś mnie z tym chłopakiem..- zaczęłam nieśmiało.
- Ale coś się stało? Źle zrobiłam?- wystraszyła się.
- Nie, nie.. Nie o to chodzi, bo było bardzo fajnie, ale nie mam z nim teraz żadnego kontaktu..- oznajmiłam zrujnowanym głosem.
- A wiesz chociaż jak ma na nazwisko?- zapytała.
- No wiem..
- No i czego panikujesz? Skoro wiesz jak ma na nazwisko, to możesz go przecież znaleźć na fb, no nie?
W tym momencie wytrzeszczyłam oczy i spojrzałam na nią, a w mojej głowie pojawiła się burza myśli, która zadawała jedno i to samo pytanie, a mianowicie "Przecież to realne, czemu o tym nie pomyślałaś, głupia idiotko?". Rozmowa ciągnęła się dalej, a dotyczyła ona właśnie Wawrzyniaka, który został w mojej głowie. Przegadałyśmy całą noc, a rano nie byłyśmy w stanie podnieść się z łóżka. Mój telefon dzwonił cały czas, a ja byłam tak zmęczona, że nie chciało mi się wstać, aby go odebrać. Po pewnym czasie zebrałam się do kupy i wstałam, kierując się w stronę biurka. Połączenie przerwało się, kiedy byłam już tuż tuż od wzięcia komórki do ręki. Na szczęście zadzwonił jeszcze raz i tym razem go odebrałam.
- Halo?
- Ada?- odezwał się głos w słuchawce.
- Tak, a kto mówi?- oznajmiłam i zapytałam jednocześnie.
- Łukasz z tej strony.- zaśmiał się po drugiej stronie.
- Aaa, no więc słucham cię, Łukaszu.- uśmiechnęłam się szeroko, patrząc w lustro.
- Chciałbym się dzisiaj z tobą spotkać jeśli tylko masz czas, bo jeśli nie, to nic na siłę.- powiedział spokojnie.
- Wiesz co? Dzisiaj znajdę trochę czasu jakoś tak może wieczorem. - oznajmiłam.
- To świetnie. Więc gdzie się spotkamy?
- Nie wiem. Jeszcze się jakoś zgadamy, a tak poza tym, to skąd masz mój numer telefonu?- zapytałam.
- Kto szuka, ten znajdzie.- oświadczył ze śmiechem, co mnie wcale nie zdziwiło, bo chłopak cały czas był radosny.
- No okej.. To ja kończę teraz, bo muszę coś zrobić, ale wieczorem się do ciebie odezwę i się spotkamy, ok?
- Spoko. Nie ma sprawy. To do usłyszenia..- powiedział, po czym rozłączyłam się i od razu pobiegłam do Weroniki na dół, żeby się pochwalić...
       Po powiedzeniu jej tego, razem zaczęłyśmy skakać z radości i jak najszybciej starałam się ogarniać do wyjścia. Tak jak wspominałam, nie zakochałam się w chłopaku, tylko go polubiłam i chciałam, żeby był moim kolegą, a przez to również chciałam go lepiej poznać, dlatego godziłam się na spotkania z nim. Dochodziła godzina szesnasta, więc szybko chwyciłam za telefon i kliknęłam ostatnie połączenie. Po chwili w słuchawce usłyszałam sygnał, a serce waliło mi jak opętane.
- Halo?- odezwał się głos w słuchawce.
- Łukasz, nie?- dla pewności zapytałam.
- Tak, tak. To ja.- oświadczył.
- Wiesz, bo ja już jestem gotowa do tego wyjścia jak coś..- powiedziałam krępująco.
- Dobra, to wychodź z domu i kieruj się w stronę KFC. Gdzieś tam się spotkamy i zabiorę cię w jedno miejsce, okej?- oznajmił i zapytał ostatnim słowem.
- Okej. Zgadzam się.- szybko rzuciłam i rozłączyłam się bez zastanowienia.
Wybiegłam z domu jak jakaś głupia i przez chwilę miałam taką myśl, żeby zacząć tam biec, ale szybko się uspokoiłam i szłam spokojnie w określone miejsce. Zbliżałam się z każdą chwilą, a kiedy ujrzałam budynek KFC, szybko rozejrzałam się w okół, żeby upewnić się, że chłopak już tam na mnie czeka. Podeszłam bliżej i nie zauważyłam na zewnątrz nikogo. Postanowiłam wejść do środka, ponieważ byłam przekonana, że jest gdzieś tam i tak jak poprzednim razem denerwuje się za włosy w jego jedzeniu, ale niestety.. Tam też go nie było.. Przed budynkiem stała ławka, na której przysiadłam i nerwowo patrzyłam na zegarek na mojej lewej ręce. Czas się dłużył, a chłopaka nie widać ani tu, ani tam.. Zastanawiałam się czy nie wracać powoli do domu, ale coś mnie jednak zatrzymało..
- Masz chamie jeszcze dziesięć minut, bo jak nie to wracam do domu i mam na ciebie wywalone..- mruknęłam pod nosem, aż w pewnym momencie zauważyłam w oddali wysoką postać chłopaka, który kierował się w moją stronę. Szedł tak jakby chciał, a nie mógł, co bardzo mnie denerwowało.
- Pospiesz się do jasnej ciasnej..- syknęłam cicho.
W tej chwili postać przyspieszyła, a ja zaczęłam się śmiać, ponieważ wyglądało to tak, jakby się mnie posłuchał. Kiedy już przechodził przez pasy na drugą stronę, na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- No wreszcie jesteś!- krzyknęłam zniecierpliwiona.
- Przepraszam, że musiałaś na mnie tak długo czekać, ale zapomniałem wspomnieć, że mam stąd do domu nie mały kawałek drogi..- oznajmił po podejściu bliżej.
- No dobrze.. Nic się nie stało..- powiedziałam, ale miałam jakieś przeczucie, że chłopak coś kręci..
- To jak będzie? Będziemy tu tak stali pod tym KFC czy idziemy w końcu tam, gdzie chcę cię zabrać?- zapytał lekko poddenerwowany.
Popatrzyłam na niego i nie wiedziałam co mam powiedzieć. Chwilę tak się zastanawiałam nad tym i w końcu wydusiłam.
- Idziemy, idziemy, bo zapach jedzenia mnie wabi do środka, a wiem, że nie chcę tam wejść.- zaśmiałam się.
- Czemu niby nie chcesz tam wejść?- zdziwił się.
- No wiesz.. Włosy w jedzeniu i te sprawy.- zaśmiałam się głośniej.
- Czy ty się teraz ze mnie nabijasz?- zapytał unosząc lewą brew do góry.
- Nie, nie.. Tylko ta sytuacja tak mnie rozbawiła, a wiadomo, że nikt nie lubi włosów w jedzeniu..- oznajmiłam z powagą.
- No wiem.. Rozumiem, dobra to chodź.. Nie traćmy czasu.- powiedział, ciągnąc mnie za rękę.
Szliśmy w miarę szybko, a najgorsze było to, że złapała mnie kolka i musiałam zwolnić. Nie wiedziałam, gdzie mnie zabiera i to też mnie trochę niepokoiło. Dobrze, że miałam do niego zaufanie, bo bez tego nawet nie ruszyłabym się z domu, ponieważ obawiałabym się najgorszego, ale wiedziałam, że on nie jest taki jak inni. Miał w sobie coś, czego właśnie innym brakowało. Nie umiałam niestety tego nazwać i porównywać go do innych, ponieważ to nie miało sensu. Widać również było, że mimo wszystko miał szacunek do kobiet i za to również ja go szanowałam. W drodze opowiadał mi trochę o sobie i powiedział coś więcej o tym Damianie Buczku, ale wiedziałam, że jest to dla niego niewygodny temat i szybko starałam się go zmienić. Zaczęłam wypytywać o to czy ma jakieś rodzeństwo i takie sprawy odnośnie rodziny. Opowiedział również jak napił się w sylwka i to mnie troszeczkę rozbawiło... Nie wiedziałam również o tym, że jest największym fejmem na czymś takim jak ask.fm, a żeby tego było mało, był modelem. Wtedy wzbudziła się we mnie zazdrość, ponieważ kiedyś marzyłam o tym, aby zostać modelką i odchudzałam się przez długi czas, a kiedy osiągnęłam swoje wymarzone efekty, zrezygnowałam ze wszystkiego przez te głupie castingi, które nie dawały mi możliwości, abym przeszła dalej.. W tej właśnie chwili uświadomiłam sobie, że dzięki niemu mogę to osiągnąć, ale szybko wybiłam to sobie z głowy.. Nie będę przecież wykorzystywała kogokolwiek do takich celów, bo nie tak mnie wychowano, a poza tym myślałam nad tym czy w ogóle chcę być jeszcze tą modelką... Rozmawialiśmy bardzo otwarcie, aż wyszliśmy poza miasto.
- Ej, Łukasz.. Gdzie my w ogóle idziemy?- zapytałam się z niepokojem.
- Nie bój się.. Wiem, że teraz to wygląda bardzo dziwnie, ale bez obaw. Nic ci się nie stanie, przysięgam.- powiedział tak normalnie i rozwiał moje wątpliwości.
- Ale obiecujesz?
- Obiecuję i tego bądź pewna. Ale lepiej jedną rzecz powiem ci już teraz.- w tym momencie zaniepokoiłam się troszeczkę, kiedy to powiedział.
- Mów szybko, bo trochę się zdenerwowałam..- szybko rzuciłam i czekałam na odpowiedź.
- No więc tak..- przerwał.
- Więc jak?- troszeczkę podniosłam głos.
- Dzisiaj nie wracasz na noc do domu.- oznajmił.
Szeroko otworzyłam oczy i spojrzałam na niego z niepokojem. Wystraszyłam się i chwiałam uciekać do domu, a kiedy zrobiłam kilka małych kroków w tył, złapał mnie za rękę i ujrzał w moich oczach łzy, które pojawiły się w nich z przerażenia.
- Ej, co ty płakać zaczynasz?- zapytał z troską w głosie.
- No bo ja się boję..- wyjąkałam.
- Ale nie ma się czego bać.. Nic ci nie zrobię.. W ogóle nic ci się nie stanie.. Chcę cię lepiej poznać i chcę po prostu z tobą dłużej porozmawiać, żeby się czegoś więcej o tobie dowiedzieć.- wydusił.
- Możesz przecież zadzwonić zawsze wcześnie rano i mogę wtedy wyjść do ciebie no i porozmawiać do wieczora, ale zaraz tak na noc? Chyba żartujesz sobie ze mnie.. Nie mam pewności, że nic mi się wtedy nie stanie..- rozpłakałam się.
- Weź nie rób scen.. Nic ci nie będzie, obiecuję.. Boże przestań się mnie bać.. Ja nie gryzę..- powiedział i mocno mnie przytulił. Wtedy opanowałam się i postanowiłam jak zwykle mu zaufać.
- No więc gdzie idziemy?- zapytałam w jego ramionach.
- Za jakieś około dwa kilometry są działki i tam mamy z mamą taki domek no i tam chcę cię zabrać i będziemy sami, przez co masz pewność, że nic ci nie zrobię.- oznajmił.
- Ale czemu akurat tam?
- Bo z samego rana chcę cię zabrać jeszcze w jedno miejsce, ale tam najlepiej jest iść, kiedy jest wcześnie, bo teraz już się nie opłaca..- powiedział.
- Czemu teraz się już nie opłaca?- zdziwiłam się.
- No bo zaraz będzie ciemno, a to nie jest miejsce do chodzenia nocą.
- Czemu niby?
- Bo to las tak jakby.
- Chcesz mnie zabrać do lasu?- zaśmiałam się.
- Kurwa, weź się nie śmiej, okej? To nie jest taki zwykły las, no bo tak jest wielka łąka otoczona lasami no i tam lubię przesiadywać sobie sam, ale szczerze, to wolę siedzieć tam z kimś takim jak ty..- mówił coraz ciszej.
- No spoko, Łukasz., ale nie denerwuj się tak następnym razem.. Musisz mnie zrozumieć, bo ciekawe jak ty byś się zachował w takiej sytuacji jako dziewczyna, w szczególności, że znamy się tylko dwa dni.. A to trochę mało na takie wyjścia..- syknęłam.- Ale nie na taki las czy coś, nie o to chodzi, tylko o to, że dzisiaj zostaję na noc u ciebie..- szybko poprawiłam.
- No okej.. Ej, czekaj..
- Hmm?
- Czy ty zgodziłaś się zostać u mnie na noc?- ucieszył się.
- Tak, a co?- zdziwiłam się. - Coś nie tak? Zmieniłeś zdanie?- przestraszyłam się.
- No nie, nie zmieniłem. Cieszę się, że mi zaufałaś..
- No to dobrze, a tak poza tym, to która jest godzina?- zapytałam
- Prawie osiemnasta, a co?
- Daleko jeszcze?
- Prawie dwa kilometry. Mogłem wziąć samochód, ale wolę chodzić. Wybacz- zaśmiał się.
- Nie no nie ma problemu, tylko chodź szybciej, bo zmienię zdanie i się cofnę do domu.- uśmiechnęłam się szeroko i szłam równo z nim...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 No to mamy rozdział trzeci :*** Dziękuję za przeczytanie :*** Zapraszam na mojego aska ;*






















4 komentarze:

  1. rozdział jest fajny, ale teraz czekam już na 4 część :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie chciałam nic pisać xd ale napisałam teraz :d fajny rozdział i w końcu jakiś dłuższy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. w końcu coś się dzieje i to mnie cieszy z twojej strony :)

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham Łukasza i będę to czytała dalej, bo mam takie wrażenie jakbym to ja uczestniczyła w tym opowiadaniu :*

    OdpowiedzUsuń

Proszę zostaw po sobie jakiś komentarz.. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie ogromna motywacja do dalszego pisania.